"Pozwolenie na przywóz lwa" ("Pierwsza przygoda Pana Samochodzika") - zmiany



        Na początek kilka uwag natury ogólnej.
        Porównanie przeprowadziłem kartkując wydanie pierwsze z Naszej Księgarni i jednocześnie wydanie z Warmii, w edycji Res Polony sprawdzając tylko różniące się miejsca. Zatem zmian między wydaniem pierwszym a drugim może być więcej, nie sądzę jednak, żeby jakościowo były inne niż te tu wyłapane - w zasadzie kosmetyczne. No, może z wyjątkiem usunięcia nazwy ałbazinskiego kołchozu... :-)
        Zmiany w wydaniu Warmii są już znaczące, a kto jest ich autorem, właściwie można się tylko domyślać. A to dlatego, że powieść ta, podobnie jak "Skarb Atanaryka" i "Uroczysko" została dołączona do serii trochę na siłę, ale w dodatku w odróżnieniu od tamtych dwóch nie było to od początku zaplanowane i zostało ostatecznie wykonane już po śmierci Nienackiego.
        Zmiany te mają kilka głównych kierunków:

  1. Przeniesiono akcje o dwa lata w przód: z 1958 roku, w 1960. Być może w związku z tym faktem nastąpiła też przeprowadzka daty śmierci Bełzaka - również o dwa lata, tylko że... do tyłu: z roku 1914, w 1912 (str. 30). Zresztą znacznie przerobiona została cała historia związana z Bełzakiem, starym Szulcem i Dudą. Duda został znacznie wybielony, w nowej wersji nie przeżywał już rozterek moralnych, a jednoznacznie i od razu odmówił uczestnictwa w zbrodni. Całą winą za planowane zabójstwo Szulca został więc obarczony Bełzak, który awansował na pełnego prezydenta Żełtugińskiej Republiki i jednocześnie znacznie wzrósł zdefraudowany przez niego majątek - może chciano mu coś w ten sposób wynagrodzić? :-) Antoni Szulc zaś z naturalnego syna, stał się pasierbem Karola. Zmienione zostały też opisy ucieczki poszukiwaczy złota znad Żełtugi i wojenne przeżycia Dudy. Niektóre zmiany idą w dobrym kierunku, inne pozostawiają wiele do życzenia - jak choćby ta, że Boulain pisał do Bełzaka listy z ostrzeżeniami już po jego śmierci (Warmia, str. 89 i 90). No, cóż... Mam też wrażenie, że z początku próbowano ukryć zawód Szulca, choć potem pomysł został zarzucony.
  2. Podobnie jak i w dwóch innych tytułach dołączonych do serii nieco zmieniono postać Tomasza, który ze stuprocentowego dziennikarza stał się studentem dorabiającym tylko pracą redakcyjną. Co prawda jego studia wspomniane są jedynie dwukrotnie w pierwszym rozdziale, potem wszystkie fragmenty wymieniające go jako redaktora są już pozostawione bez zmian. Jednak formalnie wszystko jest tu w porządku.
  3. W pierwszym wydaniu akcja rozgrywa się - przypomnę - w roku 1958 i w treści często wymieniany jest Związek Radziecki lub ZSRR. W Warmii jest to rok 1960, ale nazwa państwa została prawie wszędzie zmieniona na „Rosję” - dokładnie to w jednym miejscu została po staremu nazwa państwa, a w trzech sam przymiotnik „radziecki”. Zmiany dokonano nie wiedzieć czemu, bo w roku 1960 ZSRR trwał sobie przecież ciągle w najlepsze. Podobne intencje zapewne spowodowały poprawki dotyczące finansów - konkretne kwoty usuwano zupełnie, zastępując je enigmatycznymi określeniami „dużo”, „wiele”, natomiast zamiast złotówek raptem zaczęły pojawiać się dolary - chociaż celem podróży był przecież ZSRR... Są to zapewne oznaki „uwspółcześniania”? W innych tomach serii, chronologicznie późniejszych, choć wydanych wcześniej, były one o wiele bardziej zauważalne, ale tam przynajmniej nie podawano wprost daty opisywanych wydarzeń.

        A teraz czas na szczegóły:

(1961)
(1990)
(1996)
'Pozwolenie na przywóz lwa', Nasza Księgarnia, 1961 r.
'Pozwolenie na przywóz lwa', Res Polona,  1990 r. 'Pierwsza przygoda', Warmia, 1996 r.
str. 5
str. 5
str. 3 (zmieniono)
    Przyczyną wszystkiego stała się mała,zadrukowana kartka, którą w kwietniu 1958 roku znalazłem na podłodze w swoim pokoju.
    Przyczyną wszystkiego stała się mała,zadrukowana kartka, którą w kwietniu 1960 roku znalazłem na podłodze w swoim pokoju.
str. 5
str. 5
str. 3 (zmieniono)
    Zadzwoniłem do redakcji i poprosiłem gońca, żeby przyniósł mi nieco makulatury.
    Udałem się więc do punktu skupu makulatury i kupiłem paczkę starych gazet, które rozłożyłem na podłodze.
str. 7
str. 6
str. 4 (zmieniono)
    Nazajutrz pół dnia spędziłem w redakcji, przetrząsając zebraną w archiwum makulaturę. Tutaj, w stercie zakurzonych papierzysk - jak twierdził goniec, który poprzedniego dnia przyniósł mi stare gazety - należało szukać dalszych potrzebnych mi kartek.
    Nazajutrz znowu poszedłem do tego samego punktu skupu makulatury i prawie pół dnia spędziłem na przetrząsaniu zebranych tam papierzysk, starych gazet i nikomu już niepotrzebnych książek, aby odnaleźć tę, z której pochodziła wyrwana kartka.
str. 8
str. 7
str. 5 (zmieniono)
    Był to problem dla historyka, a nie dziennikarza pochłoniętego sprawami dnia współczesnego Co prawda miałem dość specyficzne zainteresowania - w czasie przeznaczonych na wypoczynek tygodni letnich przyłączałem się do ekspedycji archeologicznych. To było także tropienie śladów zamierzchłej przeszłości i rozwiązywanie zagadek. Robiłem to jednak zawsze pod kierunkiem naukowców-specjalistów.
    Był to problem dla poważnego naukowca, a nie studenta historii sztuki, który dorabiał do swego stypendium pracą na pół etatu w redakcji czasopisma, zajmując się informowaniem o zabytkowych obrazach w starych kościołach lub o odkryciach dokonywanych przez historyków sztuki i archeologów. Dotychczas zawsze współpracowałem ze specjalistami.
str. 8
str. 7
str. 5 (zmieniono)
    Historycy, do których zwracałem się o pomoc, wzruszali ramionami lub proponowali mi zajęcie się problemami, jakie ich samych trapiły. Radzono mi, abym spróbował napisać o tajemnicach zakonu templariuszów, o zagadkowej działalności Związku Jaszczurczego i o wielu innych bardzo frapujących tematach.
    Historycy, do których zwracałem się o pomoc, wzruszali ramionami lub proponowali mi zajęcie się problemami, jakie ich samych frapowały.
str. 10
str. 8
str. 6 (zmieniono)
    Pieczęć ta jest rzadkim i ciekawym zabytkiem heraldycznym, ponieważ podważa ona rozpowszechniona opinię, jakoby znaki heraldyczne nieznane były w XVII stuleciu.
    Pieczęć ta jest rzadkim i ciekawym zabytkiem heraldycznym, ponieważ podważa ona rozpowszechniona opinię, jakoby znaki heraldyczne nie były znane w XVII stuleciu.
str. 10
str. 8
str. 6 (zmieniono)
    Dalej w Zapiskach następuje dokładny opis pieczęci.
    Przesyłam Panu fotokopię interesującego Pana fragmentu tekstu, a także fotografię zamieszczonej w Zapiskach odbitki pieczęci.
    Dalej następuje dokładny opis pieczęci. Przesyłam Panu fotokopię interesującego Pana fragmentu tekstu, a także fotografię odbitki pieczęci.
str. 11
str. 8
str. 7 (zmieniono)
    A ponieważ nie bardzo mogłem pojąć, o jakie ogłoszenie mu chodzi, nie kojarzyłem bowiem osoby młodego leśnika z historią XVII-wiecznego Ałbazina, leśnik zapytał:
    A ponieważ nie bardzo mogłem pojąć, o jakie ogłoszenie mu chodzi, nie kojarzyłem bowiem osoby młodego leśnika z historią siedemnastowiecznego Ałbazina, leśnik zapytał:
str. 11
str. 9
str. 7 (zmieniono)
    Pracuję w leśnictwie Kamionki
    Pracuję we wsi Kamionki
str. 12
str. 9
str. 8 (zmieniono)
    Ale pan jest dziennikarzem.
    Ale pan jest nie tylko studentem, ale i dziennikarzem.
str. 13
str. 10
str. 8 (zmieniono)
    Informacje te nie są zmyślone, lecz oparte o materiały historyczne, ba, nawet o dokładne plany, które właściwie odczytane pozwolą uzyskać milionowe fortuny.
    Informacje te nie są zmyślone, lecz oparte o materiały historyczne, ba, awet o dokładne plany, które właściwie odczytane pozwolą uzyskać milionowe fortuny.
str. 13
str. 10
str. 9 (zmieniono)
    Czy pan wie, że w głębi zatoki Matanzas na Kubie spoczywa jedenaście galeonów admirała Rodryga Farfana?
    Czy pan wie, że w głębi zatoki Matanzas na Kubie spoczywa jedenaście galeonów admirała Rodryga Fartana?
str. 15
str. 11
str. 10 (zmieniono)
    To ziemie Związku Radzieckiego.
    To ziemie należące do Rosji.
str. 15
str. 11
str. 10 (zmieniono)
    Leśnik milczał.
    Szulc milczał.
str. 15
str. 11
str. 10 (zmieniono)
    Antoni Szulc, leśnictwo Kamionki.
    Antoni Szulc, wieś Kamionki.
str. 16
str. 12
str. 10 (zmieniono)
    Po powrocie do domu rozłożyłem na stole atlas Związku Radzieckiego.
    Po powrocie do domu rozłożyłem na stole atlas geograficzny.
str. 17
str. 12 (zmieniono)
str. 11
    W Klubie Dziennikarzy sprzedawano wino o pięknej nazwie "samos".
    W Klubie Dziennikarzy sprzedawano wino o pięknej nazwie Samos.
str. 25
str. 18
str. 17 (zmieniono)
    Na 87 stronę.
    Na stronę 87.
str. 26
str. 18 (zmieniono)
str. 17
    Ałbazin.
    Ałbazin!
str. 29
str. 20 (zmieniono)
str. 20
    Tylko - u licha! - skąd się w Jenisejsku znalazł polski pułkownik wraz ze swa piękną siostrą?
    - Tylko - u licha! - skąd się w Jenisejsku znalazł polski pułkownik wraz ze swa piękną siostrą?
str. 31
str. 21
str. 21 (zmieniono)
    Leśnictwo Kamionki
    Wieś Kamionki
str. 32
str. 21
str. 22 (zmieniono)
    Mam je od poprzedniego leśniczego. nazywał się Duda. Nie żyje od pięciu lat.
    Mam je od Dudy, po którym odziedziczyłem to gospodarstwo. Duda nie żyje od pięciu lat.
str. 34
str. 23
str. 23 (zmieniono)
    Mówię „podobno”, bo o tym wszystkim wiem z opowiadania starego Dudy, a Duda to poprzedni leśniczy...
    Mówię „podobno”, bo o tym wszystkim wiem z opowiadania starego Dudy, po którym odziedziczyłem ten dom i gospodarstwo w lesie.
str. 34
str. 23
str. 23-24 (zmieniono)
    - Pan Bełzak przyjechał tutaj jako bardzo bogaty człowiek. Szeptano, że w Indiach czy też w Chinach dorobił się ogromnego majątku. Kupił folwark Kamionki i okoliczne lasy, ojciec starego Dudy pracował u niego jako fornal. Duda zaś, kiedy miał siedemnaście lat, został przez Bełzaka przyjęty w charakterze lokaja. Pan Bełzak był człowiekiem samotnym, zdziwaczałym, nie ożenił się, nie miał dzieci. Lubił wspominać o swoich wędrówkach po Azji, o zwyczajach Mandżurów, Chińczyków i Samojedów.
    Znowu wypiliśmy po kieliszku. Ziewnąłem dyskretnie. Historia o panu Bełzaku nie wydawała mi się zbyt ciekawa.
    - W 1914 roku w lecie pan Bełzak otrzymał list aż z Moskwy. Duda podał mu list, pan Bełzak rozerwał kopertę i podobno zbladł jak popiół.
    - Pan Bełzak przybył w te strony tylko z dwoma walizami i nie wyglądał na bogatego człowieka. Podobno przyjechał tu z Rosji, gdzie jego ojciec, Polak, inżynier, pracował przy wytyczaniu transsyberyjskiej kolei...
    - Którą zaczęto budować w 1891 roku, a ukończono w 1916 - wyrecytowałem wspomniawszy lekcje geografii.
    - Pan Bełzak opowiadał, że po śmierci rodziców zdecydował się wrócić do Polski i tutaj rozpocząć nowe życie. Jak się wkrótce okazało miał w banku ogromny majątek, kupił folwark Kamionki, wspaniały dwór oraz ogromną połać lasów. To właśnie na folwarku Bełzaka ojciec starego Dudy pracował jako fornal. Duda był żonaty, miał jedno dziecko, syna. Kiedy ten chłopak doszedł do siedemnastu lat, zainteresował się nim pan Bełzak i przyjął go do siebie jako lokajczyka, a potem lokaja. Warto nadmienić, że Bełzak nigdy się nie ożenił, żył samotnie i na starość zupełnie zdziwaczał. Swemu lokajowi, to znaczy Dudzie, raz mówił, że majątku dorobił się w Chinach, innym razem , że w Mandżurii, a nawet w Indiach. Rzeczywiście, podobno bardzo ciekawie opowiadał o zwyczajach Mandżurów, Chińczyków, Samojedów. A gdy się upił, co mu się często zdarzało, kazał się ludziom nazywać prezydentem.
    - Prezydentem? - zdumiałem się.
    - Tak. Po pijanemu mówił, że był prezydentem Żełtugińskiej Republiki.
    - Nigdy o takiej republice nie słyszałem. To były chyba tylko pijackie majaczenia.
    - Być możę. Ale jak opowiadał mi Duda, chyba w 1912 pan Bełzak otrzymał list z Moskwy. A gdy Duda podał mu ten list i pan Bełzak go przeczytał, to zbladł i zapytał Dudę: „Ty, młodzieńcze, umiesz strzelać?” „Nie, panie dziedzicu” - odrzekł Duda. Wówczas pan Bełzak pojechał do miasta i kupił dwie strzelby: dla siebie i dla swego lokaja. Potem obydwaj chodzili do lasu i uczyli się strzelać.
str. 34-35
str. 23 (zmieniono)
    Zaraz zapytał Dudy: „Ty, chłopcze, umiesz strzelać?”
    Zaraz zapytał lokaja: „Ty, chłopcze, umiesz strzelać?”
str. 35
str. 23
    „Nie, jaśnie panie” - odrzekł Duda. Następnego dnia pojechali do miasta, gdzie pan Bełzak kupił dwie strzelby. Jedną dla siebie, a drugą dla Dudy. Potem obydwaj codziennie chodzili do lasu i uczyli się celnie strzelać.
str. 35
str. 24
str. 24 (zmieniono)
    Brudny, obszarpany, trudno było odgadnąć, jakiej jest narodowości, bo umiał po polsku zaledwie kilka słów. Najwięcej wtrącał angielskich i niemieckich. Pan wie, gdzie się znajdował pałac Bełzaka?
    Brudny, obszarpany, głodny. Pan wie, gdzie znajdował się dwór Bełzaka?
str. 35
str. 24
str. 24 (zmieniono)
    Dwór był podobno bardzo piękny, trzydzieści pokoi, wielka brama wjazdowa, szerokie schody, aż do drzwi wejściowych.
    Dwór był podobno bardzo piękny: trzydzieści pokoi, wielka brama wjazdowa, szerokie schody, aż do drzwi wejściowych.
str. 35-36
str. 24
str. 24 (zmieniono)
    Włóczęga rzekł do Dudy po rosyjsku, że chciałby się zaraz zobaczyć z panem Bełzakiem, żeby więc Duda poszedł do pana Bełzaka i oświadczył iż przed drzwiami czeka „Karol, który zmartwychwstał”.
    Włóczęga rzekł do Dudy, że chciałby się zaraz zobaczyć z panem Bełzakiem, żeby więc Duda poszedł do pana Bełzaka i oświadczył iż przed drzwiami czeka „Karol, który zmartwychwstał”.
str. 36
str. 24
str. 25 (zmieniono)
    Duda miał wówczas dziewiętnaście lat, odznaczał się jednak dużym sprytem. Podobno znał także trochę język rosyjski - ciągnął swe opowiadanie młody leśniczy.
    Duda miał wówczas dziewiętnaście lat, odznaczał się jednak dużym sprytem - Szulc ciągnął swe opowiadanie.
str. 38
str. 25
str. 26 (zmieniono)
    Do Polski już nie wrócisz, ale osiądziesz gdzieś w Niemczech, albo we Francji, kupisz sobie majątek ziemski i staniesz się bogatym człowiekiem...
    - I co? I co? Duda zgodził się zabić Karola? - dopytywała się Kamila.
    - Zgodził się.
    - I co było dalej? - mruknąłem. Zaciekawiła mnie nie sama historia o panu Bełzaku, Dudzie i Karolu, ale niezrozumiałe dla mnie wzruszenie, które wyczuwałem w głosie leśnika.
    - I co? Duda zgodził się zabić Karola?
    - Nie, odmówił. Powiedział, że nie jest w stanie zastrzelić bezbronnego włóczęgi. Wtedy pan Bełzak bardzo się na Dudę rozgniewał, zagroził mu nawet wyrzuceniem z pracy, co bardzo przeraziło Dudę, gdyż zamierzał się ożenić i założyć rodzinę, a w całej okolicy nie było innej pracy, poza tą u Bełzaka. Jednak mimo tej groźby Duda nie podjął się zabicia Karola. Zresztą pan Bełzak szybko ochłonął z gniewu i wymyślił inny plan. Postanowił osobiście ze swojej strzelby pozbawić życia Karola. Ale na miejsce zabójstwa nie nadawał się przecież dwór pana Bełzaka, gdyż policja rozpoczęłaby śledztwo, dlaczego to trup Karola znalazł się we dworze. Tak więc na miejsce zabójstwa Karola wybrał Bełzak leśniczówkę, która stała pusta w jego lesie. Do tej leśniczówki Duda miał sprowadzić Karola, obiecując mu, że Bełzak wręczy mu tam część zdobytego przez nich złota.
    - I co było dalej? - zaciekawiłem się.
str. 38
str. 25-26
str. 26 (zmieniono)
    Ciemny, deszczowy wieczór. Dudzie doniesiono, że Karol pije wódkę w karczmie w Kamionkach i grozi zemstą panu Bełzakowi. Poszedł pod karczmę, ale uprzednio umówił się z panem Bełzakiem, że ten będzie na niego czekał w leśniczówce. Duda zabije Karola, pójdzie do leśniczówki, otrzyma od pana Bełzaka plan ałbazińskiego skarbu oraz pieniądze na podróż i ukryje się w lesie aż do czasu, gdy Bełzak załatwi sprawę fałszywego paszportu. Poszedł więc Duda pod karczmę, fuzję ukrył za pniem drzewa przy drodze i wszedł do izby.
    Ciemny deszczowy wieczór. Dudzie doniesiono, że Karol pije wódkę w karczmie w Kamionkach, na lewo i prawo opowiada o swojej krzywdzie doznanej od Bełzaka i grozi mu zemstą. Duda obiecał Bełzakowi, że postara się postara się wyciągnąć z karczmy Karola i doprowadzi go do pustej leśniczówki, gdzie będzie czekał pan Bełzak ze strzelbą. Śmierć Karola w pustej leśniczówce można było zwalić na jakichś bandytów, bo pan Bełzak przygotował sobie tak zwane alibi, niby to, że przez cały czas znajdował się w swoim dworze, a nie w leśniczówce.
    - I Duda poszedł do karczmy?
    - Tak, ale bez broni, gdyż to nie on miał zabić Karola. Poszedł więc Duda pod karczmę.
str. 38
str. 26
str. 26 (zmieniono)
    Obok Karola stało trzech chłopów, ciekawych obcego człowieka, który o ich jaśnie panu dziedzicu opowiadał po rosyjsku najstraszniejsze historie.
    Obok Karola stało trzech chłopów, ciekawych obcego człowieka, który o ich jaśnie panu dziedzicu opowiadał najstraszniejsze historie.
str. 38-39
str. 26
str. 27 (zmieniono)
    O tym, że gdzieś w Azji odkrył z panem Bełzakiem i jeszcze jednym dużą ilość złota, że potem musieli z tym złotem uciekać łódką po rzece, że ścigało ich wojsko chińskie i w pewnej chwili on, Karol, został ranny. Pan Bełzak zakopał część złota na brzegu rzeki, a z pozostałą częścią bogactwa postanowili w trójkę uciekać lądem. Ale Karol był ranny i nie mógł udźwignąć swojej porcji złota. Pan Bełzak i ten drugi nazwiskiem Boulain, zdecydowali się pozostawić na skałach rannego Karola. Zabrali jego złoto i sami wyruszyli dalej, myśląc, że Karol umrze z ran. On jednak wylizał się, wyzdrowiał. Potem przez kilkanaście lat szukał tego Boulaina i pana Bełzaka, bo będąc ranny i prawie nieprzytomny nie pamiętał, w którym miejscu na brzegu rzeki ukryte zostało złoto.
    O tym, że gdzieś tam w Azji zdobyli ogromną ilość złota, to znaczy złotego piasku i złotych samorodków. Było tego, jak mówił Karol, aż 25 pudów, to jest prawie pół tony. Niestety, na miejscowość, w której żyli, napadli Chińczycy i Bełzak, Karol i ten trzeci nazwiskiem Boulain musieli uciekać. Na szczęście mieszkali nad dużą rzeką, pół tony złota w workach załadowali na dużą łódź i uciekli z prądem rzeki. Ale w obawie, że Chińczycy ich dogonią, a oni sobie nie poradzą z tak wielką ilością złota, postanowili ukryć gdzieś 400 kilogramów złotego kruszcu. Zakopali go w jakiejś wsi o nazwie Ałbazin. Pozostałe 100 kilogramów, czy też było tego trochę mniej, podzielili między siebie i objuczeni workami z bogactwem, porzucili łódź i zaczęli uciekać lądem w bezpieczne okolice. Napadli na nich jednak bandyci i w potyczce z nimi Karol został ranny. Lecz zamiast ratować kolegę pan Bełzak i ów Boulain pozostawili umierającego na skałach, zabierając mu jego woreczek ze złotym kruszcem. Lecz Karol, choć długo chorował, wreszcie powrócił do zdrowia. Potem przez kilkanaście lat szukał tego Boulaina i pana Bełzaka, bo będąc ranny i prawie nieprzytomny nie pamiętał, w którym miejscu na brzegu rzeki we wsi Ałbazin ukryte zostało złoto.
str. 39
str. 26
str. 27 (zmieniono)
    Wódka zaćmiła jego pamięć i Karol nie łudził się, że Boulain będzie mógł mu pomóc w odnalezieniu zakopanego złota.
    Wódka zaćmiła jego pamięć i Karol nie łudził się, że Boulain będzie mógł mu pomóc w odnalezieniu zakopanego w Ałbazinie złota.
str. 39-40
str. 26-27
str. 27-28 (zmieniono)
    Duda słuchając opowiadania Karola zrozumiał, że nie potrafi wykonać rozkazu swego pana. Żal mu było włóczęgi. O północy zamknięto karczmę i pijany Karol powlókł się gdzieś na nocleg, a Duda wrócił do pałacu, żeby powiedzieć panu Bełzakowi o zmianie swej decyzji. Niech pan Bełzak poszuka sobie innego zabójcy. Duda usiadł w gabinecie pana Bełzaka i czekał jego nadejścia. Czekał do rana. O świcie, zaniepokojony nieobecnością jaśnie pana, pobiegł do leśniczówki. Znalazł tam Bełzaka zastrzelonego z jego własnej strzelby, obrabowanego z pieniędzy, które miał przygotowane na podróż Dudy. Szczęśliwym trafem morderca widocznie nie dość dokładnie przeszukał kieszenie zabitego, bo nie zabrał planu ałbazinskiego skarbu.
    - Mordercą był Karol? - zapytałem.
    - Tak... Schwytano go śpiącego w stogu siana na łąkach pod lasem. Mówił, że prosto z karczmy poszedł do stogu i ułożył się w nim do snu. Ale nikt tego nie mógł potwierdzić. Natomiast bardzo wielu słyszało, jak odgrażał się, że zabije pana Bełzaka. Aresztowano więc Karola i zamknięto go w gminnym areszcie. Co prawda, przy Karolu nie odnaleziono pieniędzy zrabowanych panu Bełzakowi, ale sądzono, że nie był na tyle głupi, żeby je trzymać przy sobie...
    - Co się stało z Karolem?
    Nazajutrz nocą uciekł z gminnego aresztu. I wszelki ślad po nim zaginął.

    Jedliśmy kolację w towarzystwie żony leśniczego.
    W pewnej chwili Duda zbliżył się do pijącego w karczmie Karola i szepnął mu, że Bełzak gotów jest dokonać podziału swego majątku i on, Duda, poprowadzi go do niego. Pijany Karol dał się zwabić w pułapkę. Poszedł z Dudą w las i gdy byli już blisko leśniczówki, Duda wskazał mu ją, oświadczył, że tam właśnie czeka pan Bełzak, a następnie, nie chcąc być świadkiem morderstwa, poszedł prosto do dworu. Tam usiadł w fotelu przy kominku i czekał na powrót pana Bełzaka. Niestety, aż do rana pan Bełzak nie powrócił do siebie. Wówczas zaniepokojony Duda poszedł do leśniczówki, gdzie zastał Bełzaka, zabitego z własnej strzelby.
    - Zabił go Karol? - spytałem.
    - Tak twierdziła policja na podstawie tego, że Karol groził w karczmie zemstą na Bełzaku, a potem gdzieś zniknął. Znaleziono go rano, śpiącego w stogu siana, tuż obok pustej leśniczówki. I choć Karol przysięgał, że do leśniczówki nie doszedł, bo był bardzo pijany i nie widział się z Bełzakiem, bo zaszył się w stogu siana, gdzie zasnął, policja aresztowała go i zaprowadziła do celi w cyrkule. Co prawda przy Karolu nie znaleziono ani pieniędzy, ani złota, o którym tyle opowiadał w karczmie, lecz dla policji było oczywiste, że po zabójstwie Bełzaka zapewne gdzieś to wszystko ukrył.
    - Co się potem stało z Karolem?
    - Nazajutrz uciekł z cyrkułu i ślad po nim zaginął.
    Obudziła się we mnie detektywistyczna żyłka. Powiedziałem:
    - To Duda dopomógł Karolowi w ucieczce z cyrkułu, prawda?
    - Skąd pan o tym wie? - zdumiał się Szulc. - Rzeczywiście to Duda dopomógł Karolowi w ucieczce, bojąc się, że Karol wyzna policji, że pod leśniczówkę zaprowadził go właśnie Duda, a wtedy i on stanie się podejrzany, a może nawet zostanie aresztowany, gdyż będzie musiał zdradzić policji plan Bełzaka i swój w nim udział.
    - I to wszystko?
    - Tak. To cała prawda o tej historii - przytaknął Szulc.

    Jedliśmy kolację w towarzystwie żony Szulca.
str. 40
str. 27
str. 28 (zmieniono)
    Zapewne, nie jest przyjemnie dyskutować przy jedzeniu o morderstwie.
    Nie jest przyjemnie dyskutować przy jedzeniu o morderstwie.
str. 41
str. 27
str. 29 (usunięto)
    Niepokój mój znowu wzrósł. Nie, nie lękałem się spać w miejscu, gdzie przed czterdziestu pięciu laty rozegrał się krwawy dramat. Nabrałem jednak podejrzeń, że leśnik próbuje nas przestraszyć. Dlaczego?
    Powiedział głośno: „Dobranoc” i wyszedł z pokoju, pozostawiając na stole zapaloną lampę naftową.
    Między zdaniami.
    Za oknami zawył pies.
str. 42
str. 28
str. 29 (zmieniono)
    Byłem zły na siebie: po licha zabrałem ze sobą tę dziewczynę?
    Byłem zły na siebie: po jakie licho zabrałem ze sobą tę dziewczynę?
str. 42
str. 28
str. 29 (zmieniono)
    Leśnik wyszedł na ganek i usłyszałem, jak ucisza psy.
    Szulc wyszedł na ganek i usłyszałem, jak ucisza psy.
str. 43
str. 29
str. 30 (zmieniono)
    Na dworze od czasu do czasu wyły psy, oczy niedźwiedzia lśniły czerwono, z portretu na ścianie nieustannie patrzył na mnie młody człowiek w mundurze carskiego żołnierza.
    Na dworze od czasu do czasu wyły psy, oczy niedźwiedzia lśniły czerwono, z portretu na ścianie nieustannie patrzył na mnie młody człowiek w carskim mundurze.
str. 43-44
str. 29
str. 30-31 (zmieniono)
    Po cóż odgrzebywał historie, które zdarzyły się przed czterdziestu pięciu laty - rozmyślałem. i jednocześnie uświadomiłem sobie, że ja odgrzebuje jeszcze bardziej zamierzchłe sprawy, zdarzenia sprzed trzystu lat.
    Pan Bełzak został zabity w 1914 roku. Miał wówczas około pięćdziesięciu pięciu lat, Karol, ów włóczęga około czterdziestu pięciu lat, Duda zaś był w osiemnastym roku życia. Wkrótce wzięto go do wojska i poszedł na front. Patrzył teraz na mnie ze ściany pokoju - młody człowiek o wydatnym nosie, z krótkimi nozdrzami, obnażającymi chrząstkę. Taką twarz wystarczy chyba raz w życiu zobaczyć, żeby jej nigdy nie zapomnieć.
    Dziś pan Bełzak miałby akurat sto lat, Karol prawie dziewięćdziesiąt, Duda umarł w wieku pięćdziesięciu ośmiu lat. Wszyscy oni od dawna są już w grobach - dramat, który stał się ich udziałem nic mnie nie obchodził. Ciekawił mnie tylko Szulc i plany Ałbazina.
    Bełzak został zabity w 1912 roku. Duda miał wtedy dziewiętnaście lat. W 1914 roku wybuchła pierwsza wojna światowa i najpewniej Dudę, jako obywatela zaboru rosyjskiego, wcielono do armii. Na ten fakt wskazywała też jego fotografia, którą pokazał mi Szulc. Właśnie ta pożółkła fotografia w ramkach i za szkłem, wisząca w pokoju, gdzie spałem z Kamilą. Na tym zdjęciu widać było Dudę w mundurze rosyjskiego żołnierza. Twarz Dudy była charakterystyczna i łatwa do zapamiętania, a to dlatego, że miał tak bardzo zadarty nos, że widać było chrząstki.
    Obojętnie popatrzyłem na jego fotografię. Tak naprawdę nic mnie nie obchodziła jego osoba, a jedynie plany warowni Ałbazina, zbudowanej przez Polaka-pułkownika. O złocie ukrytym w Ałbazinie przez Bełzaka, Karola i Boulaina nie chciałem myśleć.
str. 44
str. 29
str. 31-32 (zmieniono)
    Rano oświadczyłem leśnikowi, że w południe muszę być w domu i wobec tego powinienem natychmiast odjechać.
    Przyniósł dużą, szarą kopertę z planami Ałbazina. Nie chciałem ich przy nim oglądać - bałem się, że z mej twarzy wyczyta, jak bardzo mi na nich zależy. Z obojętną schowałem kopertę do kieszeni i podziękowałem bardzo chłodno.
    Rano oświadczyłem Szulcowi, że w południe muszę być w domu i wobec tego powinienem natychmiast odjechać. W milczeniu przyniósł mi dużą szarą kopertę z niewielką zawartością. Znalazłem w niej stare podanie Dudy skierowane do jakichś władz z prośbą o przydział papy na pokrycie dachu jego domu, kilka listów pisanych po rosyjsku oraz dwie złożone we czworo kartki z wykreślonymi na nich wyblakłym atramentem planami malutkiej miejscowości.
    - Te wszystkie papiery pozostawił mi Duda tuż przed swą śmiercią. Powiedział, że jeśli odnajdę kryjówkę ze złotem, stanę się bogatym człowiekiem. Panu, być może uda się dotrzeć do Ałbazina i trafić na ślad zakopanego złotego kruszcu. Jest tam tego tak wiele, że nie zdoła go pan wywieźć z Rosji. Ale podobno za samo znaleźne władze ofiarowują dziesięć procent wartości skarbu. To i tak będzie dużo i dla pana, i dla mnie.
    A więc o to chodziło Szulcowi. Abym pomógł mu stać się bogatym i sam się trochę obłowił. Chyba w ogóle nie zrozumiał, dlaczego szukam Ałbazina. Interesował mnie nie złoty skarb, ale rozwiązanie historycznej zagadki. Lecz czy zdoła to pojąć? Nie chciało mi się mu tego tłumaczyć. Chłodno podziękowałem za kopertę z planami Ałbazina i chciałem wyruszyć w powrotną drogę do domu.
    Przyjrzałem się pobieżnie obydwu planom. Na pierwszym z nich, wykonanym na bardzo starym papierze, ktoś nakreślił atramentem plany prostokątnej fortyfikacji z wieżą strażniczą i sześcioma rowami okalającymi obronne ściany. Obok warowni zaznaczono dwoma kreskami chyba brzeg rzeki.
    Na drugim planie - wykonanym na znacznie młodszym kartonie - widziało się podobny do tego, co na pierwszym duży kwadrat i w prawym jego rogu coś na kształt cerkiewki czy kapliczki zwieńczonej krzyżykiem. To do ściany tego obiektu prowadziła strzałka z napisem: ZŁOTO.
    Na pierwszym planie zostało napisane cyrylicą: PLAN AŁBAZINSKIEJ WAROWNI, zaś na drugim - chyba robionym pośpiesznie - takiego napisu nie było. Zapewne ci, którzy wykonali ten plan, robili to w popłochu, a nazwa miejscowości miała pozostać tajemnicą tych, co złoto zakopali. Różniła te plany owa mała cerkiewka z krzyżem, ale prawdopodobnie po pewnym czasie ałbazińska warownia wzbogaciła się o jakiś sakralny przybytek. Obok prostokąta, stanowiącego chyba plan warowni, również przebiegały dwie pionowe kreski, prawdopodobnie wskazujące nurt rzeki.
    - To plan warowni Ałbazin oraz miejsce ukrycia złota - uroczyście oświadczył mi Szulc.
str. 45-46
str. 30
str. 32-33 (zmieniono)
    „Maniak. Maniak” - ze złością myślałem o leśniczym.
    - Policja snuła następujące przypuszczenia: zapewne Karol rzeczywiście nie zamierzał zabić pana Bełzaka i prosto z karczmy poszedł spać do stogu. Ale właśnie w tej samej chwili ścieżką obok stogu przechodził Bełzak, udając się na spotkanie w leśniczówce. Karol zobaczył Bełzaka, ogarnął go gniew, stanęło mu w oczach widmo krzywdy. I poszedł śladem Bełzaka aż do leśniczówki. Tam dokonał zabójstwa...
    - Pan Bełzak był uzbrojony?
    - No tak. Miał strzelbę przy sobie. I z tej strzelby go zabito.
    - Przecież opowiadał mi pan, że Bełzak bał się Karola, w obawie przed Karolem uzbroił siebie i Dudę. Czy możliwe, żeby zobaczywszy Karola pozwolił mu podejść do siebie i wyrwać strzelbę? Czy odkryto ślady walki?
    - Nie. Zdaje się, że nie. Ale zapomina pan, że Karol mógł się uciec do podstępu. Może powiedział do Bełzaka: „Słuchaj, zgadzam się na twoją propozycję. Daj mi plan, a zostawię cię w spokoju”. Pan Bełzak wyciągnął z kieszeni plan, a w tym momencie Karol rzucił się na niego...
    Wzruszyłem ramionami.
    - Niech pan sobie wyobrazi, że jest pan Bełzakiem. Czy postąpiłby pan podobnie?
    Zastanowił się.
    - O, nie. Ja skierowałbym na Karola lufę strzelby, kazałbym mu odejść na bezpieczną odległość i rzuciłbym mu pod nogi plan skarbu.
    - No, widzi pan. Pewnie i Bełzak zrobiłby tak samo.
    - Więc pan sądzi... - zająknął się.
    - Nic nie sądzę. Nic nie powiedziałem - uciąłem.
    Po chwili dodał:
    - Nie wiem, czy wspomniałem panu, że po śmierci Bełzaka, jako że nie miał żadnych krewnych, jego majątek przejęło państwo. Lecz, tak jak to zwykle bywa, gdy brakuje gospodarza, chłopi dwór rozgrabili i nic po nim nie pozostało. Lasy zaś stały się własnością skarbu państwa. Co do Dudy zaś, to jak chyba nadmieniłem panu, on po śmierci Bełzaka powrócił do jego dworu i zabrał z biurka trochę papierów, a wśród nich plan Ałbazina ze wskazówką, gdzie zostało ukryte złoto. Jak mi mówił, zamierzał ten plan wręczyć Karolowi, którego uważał za niewinnego śmierci Bełzaka. Dopomógł mu w ucieczce, ale planu już nie zdążył doręczyć, ponieważ Karol, po swej ucieczce z aresztu, przepadł gdzieś bez śladu.
    - I Duda nigdy nie próbował wyruszyć do Ałbazina, aby odnaleźć złoty skarb?
    - Mówiłem panu, że założył rodzinę. Urodził mu się syn, wkrótce jednak dziecko zmarło. Potem zaś wzięto Dudę do wojska i powrócił do Kamionek dopiero po rewolucji w Rosji, w 1919 roku. Dwór Bełzaka był już wtedy rozgrabiony, ale pozostała stara leśniczówka, gdzie Bełzak zginął. Duda kupił od państwa tę leśniczówkę oraz kawał lasu. Część drzew wyciął i zaczął na tej ziemi gospodarować jako rolnik.
    - Czy nie zastanowiło pana, że powracający z wojny człowiek ma dość pieniędzy, aby odkupić starą leśniczówkę i kawał lasu?
    - Pytałem o to Dudę. Wyjaśnił mi, że przez krótki czas był nawet w Armii Czerwonej, a ona grabiła kościoły i dwory. On też to i owo sobie przywłaszczył i za uzyskane z grabieży pieniądze kupił właśnie leśniczówkę i las.
str. 46
str. 31
str. 33 (zmieniono)
    Leśniczy chwycił mnie za ramię.
    Szulc chwycił mnie za ramię.
str. 46-48
str. 31
str. 33 (usunięto)
    Tuż obok pochowaliśmy Dudę.
    Było mi już wszystko jedno. Dałem się poprowadzić na cmentarz.
    - Co pana łączyło z Dudą? - zapytałem, bo ciągle wydawało mi się, że zbyt przejmuje się tą całą historią.
    - W 1945 roku, zaraz po wojnie, trafiłem przypadkiem do Kamionek. Miałem dwadzieścia pięć lat i zdrowie sterane w niemieckich zakładach chemicznych. Szukałem pracy na świeżym powietrzu. Okazało się, że w Kamionkach potrzeba jeszcze jednego leśnika, bo jeden już był, właśnie Duda. Zacząłem pracować jako leśnik, Duda polubił mnie, opiekował się mną jak synem. Mieszkał samotnie w leśniczówce, znalazłem u niego przyjazny kąt. Potem ożeniłem się, stary wyciągnął trochę swoich oszczędności, wyposażył mnie i żonę. Mieszkaliśmy razem. Tylko że potem to my opiekowaliśmy się starym, bo Duda zdziwaczał, zniedołężniał. Chyba na dwa miesiące przed śmiercią dał mi plan i powiedział: „Strzeż tego,jak oka w głowie. Jeśli znajdziesz się w nędzy, przypatrz się mu dobrze, a zostaniesz bogaty”. Ach, nieraz już przyglądałem się planowi. Ale co to pomoże? Trzeba by pojechać do Ałbazina. A to przecież strasznie daleko...
    - A Duda? Duda nigdy nie próbował wybrać się po złoto do Ałbazina?
    - Nie wiem, myślę, że nie próbował. Co pewien czas dokładnie, z nowymi szczegółami opowiadał mi historię zabójstwa pana Bełzaka i za każdym razem mówił na zakończenie: „Złoto przynosi nieszczęście, złoto żywi się krwią ludzką”. Wspominał także często, że choć od tamtych chwil minęło wiele lat, to jednak nie potrafi zapomnieć twarzy nieszczęsnego Karola, gdy go uderzył kolbą dubeltówki i wywlókł z gabinetu Bełzaka. Duda był również przy aresztowaniu Karola. Opowiadał, że Karol zupełnie nie wiedział, jak się bronić, słowa z siebie nie mógł wykrztusić. Duda wierzył w niewinność Karola.
    - A co się stało z Karolem?
    - Nie wiem. I chyba nikt tego nie wie.
    Zobaczy pan grobowiec Bełzaka.
    Między zdaniami.
    Weszliśmy w bramę cmentarną.
str. 48
str. 32
str. 33 (zmieniono)
    W najstarszej części cmentarza stał nieduży murowany grobowiec.
    W najstarszej części cmentarza, w prawym rogu, stał nieduży murowany grobowiec.
str. 48-49
str. 32
str. 33-35 (zmieniono)
    - W grobowcu leży pan Bełzak. A tu obok... O, widzi pan tę małą mogiłę? Tu pochowaliśmy starego Dudę. Tak sobie życzył. Przed śmiercią ludzie mają dziwne pomysły.
    Ciągle padał deszcz. Kamila siedziała na skuterze jak zmokła kura na grzędzie.
    Leśnik jeszcze raz uścisnął mi rękę. Rzekł cicho:
    - Pana bardzo gniewało, że tak go zanudzałem historią zabójstwa Bełzaka. Ale... proszę pana... ten Karol... Ten Karol nazywał się Szulc. To był mój ojciec.
    - W tym grobowcu leży pan Bełzak, a obok niego stary Duda - poinformował mnie Szulc.
    - Co takiego? Obydwaj w jednym grobowcu? - zdumiałem się.
    - A tak. To przecież stary Duda, na kilka lat przed swoją śmiercią, za własne pieniądze, kazał wybudować ten grobowiec. Sam czuwał nad pracą murarzy, a niekiedy nawet osobiście murował go. Potem do grobowca polecił wnieść trumnę Bełzaka, zakopaną na cmentarzu i zalecił mi, aby po jego śmierci obok Bełzaka położyć i jego trumnę.
    - Dziwne - powiedziałem. - Aż tak bardzo kochał swego dawnego pana? A czy pozostawił panu jeszcze jakieś polecenia albo rady?
    - Owszem. Często powtarzał mi, że, „złoto szczęścia nie daje i zawsze na nim krew ludzka spoczywa”. Radził mi też, abym jeśli znajdę się kiedyś w biedzie, skorzystał z planu ukrytego skarbu, który panu wręczyłem. Ale ja przecież nigdy nie zamierzałem się wybrać do Ałbazina, bo nawet nie wiem, gdzie on leży. Zastanawiałem się długą chwilę, a potem wprost zapytałem Szulca:
    - Jakie nazwisko nosił ów Karol. Bo ciągle operujemy tylko jego imieniem.
    - Nazywał się Szulc. I był moim ojcem.
    - Tak się też i domyślałem - kiwnąłem głową.
    A Szulc zaczął się tłumaczyć:
    - Nie powiedziałem panu całej prawdy. Mój ojciec nie przepadł bez śladu. Po ucieczce, w której dopomógł mu Duda, osiadł na Śląsku, gdzie ożenił się z wdową po górniku. Wdowa miała dziecko i Karol je zaadoptował. To byłem ja - wyznał. - Szulc pokochał mnie jak prawdziwego syna. I ja też go pokochałem jak prawdziwego ojca. Potem w latach dwudziestych, gdy o sprawie śmierci Bełzaka już w Kamionkach zapomniano, mój ojciec, Karol Szulc, napisał list do Dudy, a ten na niego odpowiedział. I korespondowali ze sobą aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Duda zapraszał ojca do Kamionek, ale ojciec bał się tu przyjechać, gdyż ciągle jeszcze nie było przedawnienia zbrodniczej sprawy. Inna rzecz, że Duda niekiedy pomagał finansowo mojemu ojcu. Podczas wojny ojciec mój umarł, a ja zostałem przymusowo skierowany do pracy w zakładach chemicznych w Oświęcimiu. Straciłem tam zdrowie i byłem w kiepskim stanie, gdy odnalazł mnie Duda i zabrał do Kamionek, abym mógł tutaj w świeżym powietrzu powrócić do zdrowia. Zostałem u niego, ożeniłem się, on przepisał na mnie całe swoje gospodarstwo i przekazał plan ukrytego skarbu. To wszystko, proszę pana. Cała moja tajemnica.
    Wracając z Kamilą do miasta, coraz mniej myślałem o złotym skarbie ukrytym w Ałbazinie. Nie interesował mnie złoty kruszec, nie zamierzałem się bogacić odkrywając tego rodzaju skarby. Interesowały mnie skarby naszej kultury oraz rozwiązywanie zagadek historycznych. A taką zagadkę stanowił dla mnie Ałbazin i warownia zbudowana przez Polaka-pułkownika przed prawie trzystu laty.
str. 50
str. 33
str. 36 (dodano)
    Lecz byłem już w posiadaniu dwóch planów Ałbazina.
    Między zdaniami.
    Jeden z nich przedstawiał szkic umocnień warowni, na drugim zaś widniał obraz miejsca, gdzie ukryto złoto.
    Przyjrzałem się im ponownie.
str. 50
str. 33
str. 36 (zmieniono)
    Pierwszy z nich był wyrysowany na twardym kartonie wielkości dużej zeszytowej kartki i u góry miał starannie wykaligrafowany drukowanymi literami rosyjski napis:
    PLAN AŁBAZIŃSKIEGO UMOCNIENIA
    I
    CHIŃSKIEGO OBOZU
    drugi zaś zawierał tylko jedno słowo - ZŁOTO. Wyrysowano był atramentem na kawałku czystego papieru, wyrwanego z zeszytu.
    Pierwszy z nich był wyrysowany na twardym kartonie wielkości dużej zeszytowej kartki i u góry miał starannie wykaligrafowany drukowanymi literami rosyjski napis:
    PLAN AŁBAZIŃSKIEGO UMOCNIENIA
    I CHIŃSKIEGO OBOZU
    drugi zaś zawierał tylko jedno słowo: ZŁOTO. Wyrysowano go atramentem na kawałku czystego grubego papieru.
str. 50
str. 33
str. 36 (zmieniono)
    Jeśli bowiem zawierzyć opowiadaniu Duńczyka-Anonima, zbudował je Polak i kryła się za nimi załoga, do której Chińczycy pisali po polsku.
    Jeśli bowiem zawierzyć opowiadaniu Duńczyka Anonima, zbudował je Polak i kryła się za nimi załoga, do której Chińczycy pisali po polsku.
str. 51
str. 34
str. 37 (zmieniono)
    Naprzeciw twierdzy, po drugiej stronie rzeki, widniał podłużny, miejscami nieregularny prostokąt i napis - UMOCNIENIA CHIŃSKIEGO OBOZU.
    Naprzeciw twierdzy, po drugiej stronie rzeki, widniał podłużny, miejscami nieregularny prostokąt i napis: UMOCNIENIA CHIŃSKIEGO OBOZU.
str. 51
str. 34
str. 37 (zmieniono)
    Miejsce ukrycia skarbu - worka ze złotem - wskazano kółeczkiem i strzałką z napisem ZŁOTO. Schowano skarb w samym środku nadrzecznej ściany umocnienia.
    Miejsce ukrycia skarbu - worka ze złotem - wskazano kółeczkiem i strzałką z napisem: ZŁOTO. Prowadziła ona do ściany starej cerkiewki czy też kapliczki z krzyżem.
str. 52
str. 34
str. 37 (zmieniono)
    Uśmiechnąwszy się z politowaniem, wysunąłem szufladę biurka i beztrosko rzuciłem w nią karteluszek, który wskazywał drogę do skarbu.
    Uśmiechnąwszy się z politowaniem, bo nie interesował mnie żaden skarb, wysunąłem szufladę biurka i beztrosko rzuciłem w nią karteluszek, który wskazywał drogę do skarbu.
str. 52
str. 35
str. 38 (zmieniono)
    Obok mnie, na drugim stołku, kucnął Robert, a tuż za nim recenzent teatralny naszej gazety, Jerzy W.
    Obok mnie, na drugim stołku, kucnął Robert, a tuż za nim Jerzy W. - recenzent teatralny naszej gazety.
str. 56
str. 37
str. 40 (zmieniono)
    Mogłabym ukryć u siebie plany skarbów.
    Mogłabym ukryć u siebie plan skarbów.
str. 60
str. 40
str. 43 (zmieniono)
    Pod koniec maja 1958 roku napisałem list do ministra kultury i sztuki z prośbą o umożliwienie mi wyjazdu do ZSRR w celu odnalezienia tropów pułkownika-Polaka, który nad dalekim Amurem zbudował ałbazińską warownię.
    Pod koniec maja 1960 roku napisałem list do ministra kultury i sztuki z prośbą o umożliwienie mi wyjazdu do Rosji w celu odnalezienia tropów pułkownika-Polaka, który nad dalekim Amurem zbudował ałbazińską warownię.
str. 62
str. 41
str. 45 (zmieniono)
    - U nas, w Stanisławowie - powiedział, gdy przedłożyłem mu swoją sprawę - żył swego czasu niejaki Jojne Kotylion, szewc, człowiek porządny, acz biedny i obarczony liczną rodziną.
    - U nas, w Stanisławowie - powiedział, gdy przedłożyłem mu swoją sprawę - żył swego czasu niejaki Jojne Kotylin, szewc, człowiek porządny, acz biedny i obarczony liczną rodziną.
str. 64
str. 42
str. 46 (zmieniono)
    Słowo to ma to do siebie, że jest bardzo źle, gdy go nie ma i równie źle, kiedy się ono pojawi.
    Owo słowo ma to do siebie, że jest bardzo źle, gdy go nie ma i równie źle, kiedy się ono pojawi.
str. 70
str. 45
str. 49 (zmieniono)
    I tym razem nie potrafiłem nie myśleć o panu Bełzaku i o jego dziwnej historii.
    A jednak nie potrafiłem nie myśleć o panu Bełzaku i o jego dziwnej historii.
str. 70
str. 45
str. 49 (usunięto)
    Morderca Bełzaka umknął sprawiedliwości, zaszył się w bezpieczne miejsce, założył rodzinę. Po wielu latach syn mordercy mieszkał jako leśnik w domu, gdzie ojciec jego dokonał zabójstwa.
    Antoni Szulc twierdził, że tylko przypadek zetknął go z Dudą. Nie bardzo wierzę w podobne przypadki. A jeśli między Bełzakiem, Dudą i Karolem Szulcem istnieje jeszcze inny związek, o którym młody Szulc nie wspomniał?
    Zapewne tych ludzi wiązała ze sobą sprawa skarbu - worek złotego piasku. Plan miejsca ukrycia skarbu mógł być celem, dla którego młody Szulc przybył do leśniczówki w Kamionkach. Dlaczego jednak,otrzymawszy plan od Dudy, Antoni Szulc zamiast wyruszyć po złoto pozostał w leśniczówce?...
    A jednak nie potrafiłem nie myśleć o panu Bełzaku i o jego dziwnej historii.
    Między zdaniami.
    Napisałem do Szulca list, zawierający kilka pytań.
str. 70
str. 45
str. 49 (zmieniono)
    I tym razem nie potrafiłem nie myśleć o panu Bełzaku i o jego dziwnej historii.
    A jednak nie potrafiłem nie myśleć o panu Bełzaku i o jego dziwnej historii.
str. 74
str. 48
str. 52 (zmieniono)
    Począłem wypytywać Szulca o jego dzieciństwo, potem rozmawialiśmy o sprawach zupełnie obojętnych, aż wreszcie zagadnąłem go o zetknięcie się z Dudą.
    Począłem wypytywać Szulca o jego dzieciństwo, potem rozmawialiśmy o sprawach zupełnie obojętnych.
str. 74-76
str. 48-49
str. 52 (usunięto)
    Mój ojciec, Karol Szulc umarł, gdy miałem piętnaście lat - odpowiedział. Mieszkaliśmy na Śląsku, ojciec pracował w hucie żelaza. Nigdy nie wspominał swej przeszłości, nawet nie przypuszczałem, że miał tak bujne życie i że ciążyło na nim posądzenie o zabójstwo człowieka. Tylko matka wiedziała o wszystkim. Uratował ojca wybuch I wojny światowej. Sprawa poszła w niepamięć. Bełzak krewnych nie miał, nikomu nie zależało na znalezieniu mordercy. Ojciec zamieszkał na Śląsku, ożenił się, ja się urodziłem. Szulc to bardzo popularne nazwisko, szczególnie na Śląsku. Nikt nigdy ojca mego o nic nie podejrzewał, w naszym miasteczku miał opinię najuczciwszego z ludzi... W trzy lata po śmierci ojca jakoś tak przypadkiem w szufladzie starej komody odnalazłem wycinki z gazet opisujące śmierć Bełzaka, natrafiłem na nazwisko Szulc, Karol Szulc. Począłem się domyślać, wypytywać matkę. Z płaczem opowiedziała mi wszystko. Twierdziła, że ojciec był niewinny. Od matki usłyszałem także o tym, jak pan Bełzak pozostawił mojego ojca rannego i uciekł z jego złotem, część skarbu zakopawszy w Ałbazinie. Ale nigdy nawet mi przez myśl nie przyszło, żeby szukać tego złota. Pracowałem w hucie żelaza, tak jak mój ojciec. Potem wybuchła wojna, aresztowano mnie, byłem w obozie, a wreszcie musiałem pracować w zakładach chemicznych. Chemikalia zniszczyły mi zdrowie i po wojnie zacząłem się oglądać za pracą na świeżym powietrzu. Pan chyba pamięta, jak to było w pierwszym roku po wyzwoleniu? Wiele ludzi rozjechało się po kraju, szabrowało, handlowało, szukało dla siebie miejsca na ziemi. Z takimi właśnie szabrownikami jechałem samochodem, gdy nagle spostrzegłem przy drodze tabliczkę - wieś KAMIONKI. Jechaliśmy już cały dzień, więc zachęciłem kompanów i szofera, żeby tutaj przenocować. Towarzysze podróży wprosili się na nocleg do jednej z chałup, a ja poszedłem obejrzeć okolice, zajrzałem do leśniczówki. W ten sposób poznałem Dudę. Dowiedziałem się, że urodził się w Kamionkach, zacząłem go wypytywać o pana Bełzaka, o historię jego zabójstwa. Zdziwiła go moja znajomość faktów, które zdarzyły się tak dawno. Ani się spostrzegłem, jak Duda wyciągnął ze mnie wszystko. Wyznał mi, że to on uwolnił mojego ojca z aresztu, bo był przekonany o jego niewinności. To się zresztą zgadzało z tym, co mi mówiła matka. Ojciec nie znał nazwiska człowieka, który mu umożliwił ucieczkę, wiedział tylko, że to był lokaj pana Bełzaka. A właśnie lokajem był Duda. Stary namówił mnie, żebym pozostał w Kamionkach, żebym postarał się o pracę leśniczego. Zgodziłem się. I mieszkam w Kamionkach do dzisiaj...
    Rozmawialiśmy dość długo i bardzo szczerze. A jednak ciągle wydawało mi się, że Szulc kryje coś w zanadrzu, że nie chce mi powiedzieć wszystkiego.
    Począłem wypytywać Szulca o jego dzieciństwo, potem rozmawialiśmy o sprawach zupełnie obojętnych.
    Między zdaniami.
    Wyszliśmy z redakcji i powędrowaliśmy w stronę dworca autobusowego.
str. 76
str. 49
str. 52 (usunięto)
    Dla mnie, dla mojego chłopca.
    Dla mnie to jest ważne.
    Między zdaniami.
    Gdybym nie mieszkał w Kamionkach, gdybym chciał stamtąd wyjechać gdzie indziej, może rzeczywiście nie warto byłoby ustalać, kto zabił Bełzaka.
str. 77
str. 50
str. 53 (usunięto)
    Kilki dni temu mój chłopiec pobił się z innym chłopcem. Ojciec tamtego wykrzykiwał na mojego dzieciaka: „Ty zbóju. Będziesz zabijał, jak twój dziadek?” Żona moja aż się rozpłakała. Powiedziała mi: „Jedźmy stąd. Przecież gdzie indziej też trzeba leśników”. No tak, ale mnie jest w Kamionkach bardzo dobrze.
    Odtąd ludzie w Kamionkach spoglądają na mnie z nieufnością.
    Między zdaniami.
    Po starym Dudzie mam kawał pola pod lasem, zasadziłem drzewa owocowe, w tym roku powinny po raz pierwszy owocować.
str. 79
str. 52
str. 54 (zmieniono)
    Biuro Współpracy Kulturalnej z Zagranicą zawiadomiło mnie w początkach sierpnia, że podjęta została decyzja w sprawie mego wyjazdu do ZSRR dla zbadania zagadki Ałbazina. Powiadomiono mnie przy tym, że mam złożyć odpowiednie dokumenty do paszportu i że będę mógł zakupić około czterech tysięcy pięciuset rubli potrzebnych na zrealizowanie mych marzeń.
    Biuro Współpracy Kulturalnej z Zagranicą zawiadomiło mnie w początkach sierpnia, że podjęta została decyzja w sprawie mego wyjazdu dla zbadania zagadki Ałbazina. Powiadomiono mnie przy tym, że mam złożyć odpowiednie dokumenty do paszportu i że będę mógł zakupić dużą sumę rubli lub dolarów. Za takie pieniądze można było kupić motocykl albo pół samochodu.
str. 79
str. 52
str. 54 (usunięto)
    Cztery i pół tysiąca rubli. Licząc po dwa złote za rubla - trzeba mi było dziewięciu tysięcy złotych; pięćset złotych miał kosztować paszport oraz około pięciu tysięcy bilety na koleje i samoloty. Należało więc wyasygnować na podróż ponad piętnaście tysięcy. A właśnie stan mych finansów przedstawiał się zupełnie źle.
    Piętnaście tysięcy złotych. Taka była cena za rozwiązanie zagadki Ałbazina. Była to cena związana z ryzykiem - któż bowiem mógł zaręczyć, że w ZSRR natrafię na materiały, które wyjaśnią tajemnicę Polaka-pułkownika?
    Za takie pieniądze można było kupić motocykl albo pół samochodu.
    Między zdaniami.
    Duszny, upalny sierpień.
str. 80
str. 53
str. 54 (zmieniono)
    Chcesz wydać piętnaście tysięcy tylko dlatego, żeby wyjaśnić sprawę jakiegoś Ałbazina?
    Chcesz wydać wiele pieniędzy, żeby wyjaśnić sprawę jakiegoś Ałbazina?
str. 80
str. 53
str. 55 (usunięto)
    Piętnaście tysięcy? Fiuuu - gwizdnął. - Za taką sumę można kupić dobry motocykl.
    - Nie mnie nabierać na podobne brednie.
    Między zdaniami.
    I uznano mnie za piekielnego spryciarza.
str. 81
str. 53
str. 55 (zmieniono)
    Teraz - gdy list z Ministerstwa Kultury i Sztuki odkrył przede mną możliwości wyjazdu do bibliotek Moskwy, do Ałbazina, na Daleki Wschód ZSRR - pragnienie rozwikłania historycznej zagadki wzrosło we mnie stokrotnie.
    Teraz - gdy list z Ministerstwa Kultury i Sztuki odkrył przede mną możliwości wyjazdu do bibliotek Moskwy, do Ałbazina, na Daleki Wschód - pragnienie rozwikłania historycznej zagadki wzrosło we mnie stokrotnie.
str. 83
str. 54
str. 56 (zmieniono)
    Gdy Ałbazin nagle stał się osiągalny dzięki listowi Biura Współpracy z Zagranicą, okazało się, że nie mam odpowiednio piętnastu tysięcy.
    - Jeśli chcesz, pożyczę ci półtora tysiąca - rzekł Robert. - Akurat tyle mam na książeczce oszczędnościowej.
    Gdy Ałbazin nagle stał się osiągalny dzięki listowi Biura Współpracy z Zagranicą, okazało się, że nie mam odpowiednio dużo pieniędzy.
    - Jeśli chcesz, pożyczę ci trochę dolarów - rzekł Robert. - Mam je w banku.
str. 83
str. 54
str. 56 (zmieniono)
    Myślę, że te półtora tysiąca będzie mi potrzebne.
    Myślę, że będą mi potrzebne.
str. 83
str. 55
str. 57 (zmieniono)
    Jedyną miłą nowiną, jaką mogłem się z nim podzielić, była opowieść o pięknym geście Roberta, o jego półtora tysiącu złotych, które postanowił mi pożyczyć.
    Jedyną miłą nowiną, jaką mogłem się z nim podzielić, była opowieść o pięknym geście Roberta.
str. 84
str. 55
str. 57 (zmieniono)
    - Mam pięć tysięcy złotych oszczędności.
    - Mam także kilkadziesiąt dolarów.
str. 84
str. 55
str. 57 (usunięto)
    No, dwa tysiące z pewnością panu pożyczę.
    Lecz pan wie, muszę wyjechać do sanatorium, kupić sobie nową pidżamę, powinienem się lepiej odżywiać.
    Między zdaniami.
    Wytłumaczyłem panu Ludwikowi, że w żadnym wypadku nie przyjmę od niego pożyczki.
str. 89
str. 55
str. 60 (usunięto)
    Piętnastu tysięcy nie wydaje się ot tak, dla zobaczenia ruin starej twierdzy. A zresztą, któż to może wiedzieć, może tam nie ma nawet śladu po ruinach?
    - A po co chce pan jechać do Ałbazina?
    Między zdaniami.
    Pokiwałem głową.
str. 90
str. 58
str. 61 (zmieniono)
    Jakże was przekonać, że pragnę zaryzykować piętnaście tysięcy złotych, aby zobaczyć ruiny starej twierdzy lub tylko miejsce, gdzie ongiś znajdował się Ałbazin?
    Jakże was przekonać, że pragnę zaryzykować znaczną sumę pieniędzy, aby zobaczyć ruiny starej twierdzy lub tylko miejsce, gdzie ongiś znajdował się Ałbazin?
str. 92
str. 60
str. 63 (zmieniono)
    Jakimiż romantykami są obywatele, członkowie Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, którzy na swym posiedzeniu postanowili przyznać ci bezzwrotną pożyczkę, w wysokości trzech tysięcy złotych, abyś mógł odwiedzić swój szaleńczy Ałbazin.
    Jakimiż romantykami są członkowie Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, którzy na swym posiedzeniu postanowili przyznać ci bezzwrotnie trochę dolarów, abyś mógł odwiedzić swój szaleńczy Ałbazin.
str. 92
str. 60
str. 63 (zmieniono)
    „Wy zbyliście niczym prośbę młodego dziennikarza, a my przyznaliśmy mu trzy tysiące.
    „Wy zbyliście niczym prośbę młodego dziennikarza, a my przyznaliśmy mu sto dolarów.
str. 93
str. 61
str. 64 (zmieniono)
    Nareszcie zrozumiałem, dlaczego szereg instytucji, a między innymi nasz Odział Stowarzyszenia Dziennikarzy, odmówił mi wszelkiej pomocy.
    Nareszcie zrozumiałem, dlaczego wiele instytucji odmówiło mi wszelkiej pomocy.
str. 95
str. 62
str. 65 (zmieniono)
    Nasz kochany Kotylion szuka finansów na spotkanie z Panem Bogiem.
    Nasz kochany Jojne Kotylion szuka finansów na spotkanie z Panem Bogiem.
str. 96
str. 62
str. 65 (zmieniono)
    Wręczywszy mi dziesięć tysięcy, kolega poklepał mnie po plecach:
    Wręczywszy mi pieniądze, kolega poklepał mnie po plecach:
str. 96
str. 62
str. 65 (zmieniono)
    Byłem gotowy partycypować w twojej imprezie kwotą dziesięciu „patyków”.
    Byłem gotowy partycypować w twojej imprezie.
str. 96
str. 62
str. 66 (zmieniono)
    Otrzymane od Karola dziesięć tysięcy i trzy tysiące uzyskane z Prezydium WRN włożyłem do dużej koperty z napisem: AŁBAZIN.
    Otrzymane od Karola pieniądze, a także te uzyskane z Prezydium WRN włożyłem do dużej koperty z napisem: AŁBAZIN.
str. 96
str. 62-63
str. 66 (zmieniono)
    Przewracając się z boku na bok, dokonywałem w myślach szczegółowych wyliczeń: posiadałem już trzynaście tysięcy złotych, lecz sama podróż miała kosztować piętnaście. Dwa brakujące tysiące mogłem ewentualnie dołożyć z pensji.
    Przewracając się z boku na bok, dokonywałem w myślach szczegółowych wyliczeń: posiadałem dość pieniędzy na podróż.
str. 101
str. 65
str. 69 (zmieniono)
    Opowiedziałem dziewczynie o wizycie w warszawskich wydawnictwach i o Jojnie Kotylionie.
    Opowiedziałem dziewczynie o wizycie w warszawskich wydawnictwach.
str. 102
str. 66 (zmieniono)
str. 70 (zmieniono)
    W Ministerstwie leżał paszport i zezwolenie na zakup dewiz, w ZSRR w Związku Pisarzy czekano mego przybycia.
    W Ministerstwie leżał paszport i zezwolenie na zakup dewiz, w ZSRR, w Związku Pisarzy, czekano mego przybycia.
    W Ministerstwie leżał paszport i zezwolenie na zakup dewiz, a w Moskwie, w Związku Pisarzy, czekano mego przybycia.
str. 104
str. 68
str. 71 (zmieniono)
    Tomaszu - dodał ciszej i jakby z wahaniem - odjeżdżasz na długi okres czasu.
    - Tomaszu - dodał ciszej i jakby z wahaniem - odjeżdżasz na długi okres czasu.
str. 106
str. 69
str. 72 (zmieniono)
    Wielki radziecki IŁ srebrzył się w słońcu.
    Wielki IŁ srebrzył się w słońcu.
str. 109
str. 71
str. 75 (zmieniono)
    Zapytałem, czy jedzie tylko do Moskwy, czy gdzieś dalej i czy w Moskwie zatrzyma się dłużej. Odpowiedziała, że w Moskwie będzie tylko dwa dni, a potem leci do Taszkientu.
    Zapytałem, czy udają się tylko do Moskwy, czy gdzieś dalej i czy w Moskwie zatrzymają się dłużej. Odpowiedziała, że w Moskwie będą tylko dwa dni, a potem lecą do Taszkientu.
str. 110
str. 71-72
str. 76 (zmieniono)
    Wiedziałem, że jechać samemu taksówką znaczyło wydać ponad sześćdziesiąt rubli, a to przecież kupa pieniędzy.
    Wiedziałem, że jechać samemu taksówką znaczyło wydać dużo pieniędzy.
str. 110
str. 72
str. 76 (zmieniono)
    Wkrótce jednak, gdy wjechaliśmy w ogromną arterię Prospektu Lenina, obudowaną nowymi blokami, gdy jezdnie wypełniły charakterystyczne radzieckie autobusy, wiedziałem już na pewno, że jestem w Moskwie.
    Wkrótce jednak, gdy wjechaliśmy w ogromną arterię Prospektu Lenina, obudowaną nowymi blokami, gdy jezdnie wypełniły charakterystyczne rosyjskie autobusy, wiedziałem już na pewno, że jestem w Moskwie.
str. 113
str. 73
str. 78 (zmieniono)
    Z ramienia Związku Pisarzy ZSRR rozmieszczał w hotelu zagranicznych literatów, przybywających na konferencję w Taszkiencie.
    Z ramienia Związku Pisarzy rozmieszczał w hotelu zagranicznych literatów, przybywających na konferencję w Taszkiencie.
str. 124
str. 81
str. 85 (zmieniono)
    Śniadanie zjadłem w bufecie hotelowym i spacerkiem pomaszerowałem na ulicę Worowskiego 52, gdzie w żółtym, cofniętym w głąb pałacyku mieści się Zagraniczna Komisja Związku Pisarzy ZSRR.
    Śniadanie zjadłem w bufecie hotelowym i spacerkiem pomaszerowałem na ulicę Worowskiego 52, gdzie w żółtym, cofniętym w głąb pałacyku mieści się Zagraniczna Komisja Związku Pisarzy Rosji.
str. 125
str. 82
str. 86 (zmieniono)
    Jeszcze tego samego dnia pracownica Biblioteki tow. Pietrowa dopomogła mi sporządzić spis interesujących mnie książek.
    Jeszcze tego samego dnia miła pracownica biblioteki dopomogła mi sporządzić spis interesujących mnie książek.
str. 129
str. 84
str. 89 (zmieniono)
    Listy nosiły nagłówek „Drogi Stanisławie Stanisławowiczu, szanowny nasz wiceprezydencie Żełtugińskiej Republiki”.
    Listy nosiły nagłówek „Drogi Stanisławie Stanisławowiczu, szanowny nasz prezydencie Żełtugińskiej Republiki”.
str. 129
str. 84
str. 89 (zmieniono)
    Do niego zwracał się listownie Franciszek Baulain, zapewne zruszczony Francuz.
    Do niego zwracał się listownie Franciszek Boulain, zapewne zruszczony Francuz.
str. 129
str. 84
str. 89 (zmieniono)
    Drogi Stanisławie Stanisławowiczu, szanowny nasz wiceprezydencie Żełtugińskiej Republiki!
    Drogi Stanisławie Stanisławowiczu, szanowny nasz prezydencie Żełtugińskiej Republiki!
str. 148
str. 96
str. 102 (zmieniono)
    - Mój znajomy pisarz wydał teraz książkę o pobycie Łże-Dimitra w Krakowie - wyjaśniłem Siergiejowi.
    - Mój znajomy pisarz wydał teraz książkę o pobycie Łże-Dymitra w Krakowie - wyjaśniłem Siergiejowi.
str. 162
str. 106 (zmieniono)
str. 112
    Czernichowski nie dokonał zabójstwa sam, dopomogło mu osiemdziesiąt czterech Kozaków.
    Czernichowski nie dokonał zabójstwa sam, dopomogło mu osiemdziesięciu czterech Kozaków.
str. 166
str. 109
str. 115 (zmieniono)
    Kupiłem go za 18 rubli i 50 kopiejek.
    Kupiłem go.
str. 171
str. 111
str. 118 (dodano)
    Następcą jego został Rosjanin, poszukiwacz złota, były adwokat z Błagowieszczeńska - P.P. Prokunin.
    Między zdaniami.
    Według oświadczenia gazet irkuckich, tomskich i władywostockich - Żełtugińska Republika była organizmem państwowym zdolnym do istnienia.
    A gdy wkrótce okazało się, że zarówno Fasse, jak i Prokunin czerpią nielegalne zyski ze swych urzędów, na nowego prezydenta wybrano Stanisława Bełzaka, młodego syna inżyniera z Irkucka, a na jego zastępcę - Karola Szulca, z pochodzenia Niemca. Dowódcą miejscowej milicji został niejaki Franciszek Boulain. Każdy z tych nowych zarządców Żełtugińskiej Republiki nie miał więcej niż dwadzieścia pięć lat, złotodajne miejsce ściągało bowiem przede wszystkim ludzi młodych, skłonnych do awanturniczego trybu życia.
str. 172
str. 112
str. 119 (dodano)
    Wedle ówczesnego zwyczaju, głowy pomordowanych wbito na wysokie tyki i ustawiono wzdłuż Amuru celem odstraszenia poszukiwaczy złota od powrotu nad Żełtugę.
    Między zdaniami.
    Ludzie ograbieni ze swego majątku musieli zdobywać żywność żebrząc po drogach, kradnąc i rabując.
    Uciekinierzy z Żełtugińskiej Republiki opowiadali potem, że gdy Chińczycy napadli na miasteczko poszukiwaczy złota, trzej zarządcy - prezydent Bełzak, wiceprezydent Szulc i komendant milicji Boulain - zrabowali 25 pudów złota, przeznaczonych na utrzymanie administracji i szpitala w republice, załadowali wszystko na łódź i pod osłoną nocy spłynęli Żełtugą do Amuru, a potem puścili się w dół wielkiej rzeki. Co się stało z nimi i ich bogactwem - tego, niestety, nikt nie wiedział.
str. 172
str. 112
str. 119-120 (dodano)
    Pola zamieniły się w ugory...
    Między zdaniami.
    O pierwszej w nocy, leżąc w łóżku i czytając książkę Szunkowa, natknąłem się wreszcie na nazwisko Czernichowskiego.
    Tak więc nareszcie dowiedziałem się, dlaczego Bełzak kazał się niekiedy nazywać prezydentem. Kiedy wraz z Szulcem i Boulainem uciekał z biegiem Amuru, wtedy być może znowu napadli na nich Chińczycy. W tej sytuacji ukryli ciężkie wory ze złotem w Ałbazinie i zabrawszy ze sobą prawdopodobnie tyle złota, ile każdy mógł unieść, pieszo ruszyli w głąb lądu. Tu musiało dojść do jakiejś bójki z włóczęgami. Szulc został ranny i nie mógł dalej uciekać. Zostawili go więc umierającego na skałach i uciekli ze swoim i jego złotem. Po jakimś czasie Bełzak zdołał dotrzeć do Polski i stał się tutaj zamożnym człowiekiem, Boulain zaś, jak można sądzić z jego listów, przepił w Moskwie cały swój majątek. Tymczasem Szulc, wylizawszy się z ran, rozpoczął poszukiwania swoich dawnych przyjaciół. Szukał nie tylko złota, ale przede wszystkim zemsty. Prawdopodobnie nie potrafił odnaleźć skarbu, który wspólnie ukryli w Ałbazinie; może był już chory i pamięć miał zaćmioną? Odnalazł jednak Boulaina, a ten dał mu adres Bełzaka i tak trafił do Kamionek...
str. 180
str. 117
str. 126 (zmieniono)
    - OMSK - mówi stewardessa.
    - Omsk - mówi stewardessa.
str. 183
str. 119
str. 129 (zmieniono)
    Dlaczego nie jednakowo widzieć ich bohaterstwo?
    Dlaczego niejednakowo widzieć ich bohaterstwo.
str. 187
str. 122
str. 132 (zmieniono)
    Irkuck
    Irkuck
str. 197
str. 128
str. 139 (zmieniono)
    Na krańcu Euroazji, jak kwoka kurczęciem, opiekuje się każdym talentem literackim, pozwala mu zabłysnąć tak, że widać go w całej Związku Radzieckim. Jak mi mówiono, dał możność zadebiutowania czterdziestu znanym dziś pisarzom radzieckim. Miesięcznik Daleki Wschód jest odskocznią dla młodych talentów, jest pierwszym szczeblem na radziecki parnas.
    Na krańcu Euroazji, jak kwoka kurczęciem, opiekuje się każdym talentem literackim, pozwala mu zabłysnąć tak, że widać go w całej Rosji. Jak mi mówiono, dał możność zadebiutowania czterdziestu znanym dziś pisarzom rosyjskim. Miesięcznik Daleki Wschód jest odskocznią dla młodych talentów, jest pierwszym szczeblem na rosyjski parnas.
str. 209
str. 135
str. 147 (zmieniono)
    - Tanio. Trzysta rubli - powtórzył.
    - Tanio... - powtórzył.
str. 210
str. 136
str. 147 (zmieniono)
    - Tanio sprzedam. Trzysta rubli... - zachęcał.
    Za trzysta rubli można kupić ładny zegarek. Ale przecież to był żeń-szeń, przynoszący zdrowie!
    - Tanio sprzedam... - zachęcał.
str. 218
str. 141
str. 153 (zmieniono)
    No, lwy u nas nie bywają.
    No, lwów u nas nie ma.
str. 228
str. 147
str. 159 (usunięto)
    Pięćdziesiąt rubli.
    Mogę wam sprzedać.
    Między zdaniami.
    Przynosi szczęście przy grze w karty.
str. 228
str. 147
str. 159 (zmieniono)
    Kupiłem za dwadzieścia rubli.
    Kupiłem.
str. 244-245
str. 158
str. 171 (zmieniono)
    A więc dotarł do Ałbazina?...
    W 1914 roku wzięto go do carskiego wojska. W zamęcie rewolucji zapewne przedarł się nad Amur. Miał przy sobie plan ałbazińskiego skarbu. Wpadł w ręce formujących się oddziałów Białej Gwardii, znowu wcielono go do wojska. Być może potrafił namówić dwóch kompanów do odwiedzenie Ałbazina? Wykopał złoto, załadował do plecaka. Lecz, gdy wracali do swego oddziału, stacjonującego w Dżalindzie, schwytali ich ludzie Draganina.

    Odebraliśmy złoto, a trzech jeńców wśród których jeden był Polakiem zgłosiło chęć przejścia na naszą stronę. Wstąpili do naszego oddziału. Potem nawet dość dzielnie walczyli i zginęli podczas jednej z licznych potyczek - przeczytałem we wspomnieniach.

    Duda nie zginął. Wrócił do Polski. Tylko, ze bez złota. Skarb, który zakopał w Ałbazinie pan Bełzak, zasilił kasę czerwonych partyzantów
    Tak więc Duda dotarł jednak do Ałbazina, choć nie wspomniał o tym Szulcowi.
    Zapewne wzięto go do rosyjskiego wojska w 1914 roku; gdzie walczył, na jakich frontach - nie wiadomo. Być może podczas rewolucji i ogólnego chaosu udało mu się dostać na Daleki Wschód i tam, w Ałbazinie nad Amurem, posługując się planem Bełzaka, odnalazł ukryty złoty kruszec. Było tego jednak zbyt wiele, aby mogła to wziąć jedna osoba. Dlatego Duda zabrał do wojskowego plecaka tylko 12 kilogramów kruszcu i ruszył w powrotną drogę, gdzie spotkał jeszcze jakichś dwóch żołnierzy maruderów. Tych trzech ludzi schwytał później oddział Draganina.
    W artykule obok zdjęcia Dudy i jego dwóch kompanów napisano:
    „Schwytano trzech żołnierzy maruderów, których posądzono o to, że chcieli się dostać do Białej Gwardii. U jednego z nich, Polaka, odnaleziono w plecaku aż 12 kilogramów złotego piasku. Za cenę uratowania życia Polak ów wyznał, że wie o ukrytym skarbie, złożonym z prawie 15 pudów czystego złota. Żołnierze Draganina zabrali to złoto i odesłali do Irkucka, a Polaka wcielili do swego oddziału. Niestety, wkrótce zdołał on uciec. Albo przyłączył się do białych, albo też skierował się do swej ojczyzny, do Polski”.
    Jak z tego wynikało ludzie Draganina, idąc za wskazówkami Dudy, odnaleźli cały skarb i odesłali go do Irkucka. Duda powrócił do Polski, ale bez złota. Wiedział też, że w Ałbazinie żadnego skarbu już nie ma.
    Dlaczego jednak wciąż mówił Szulcowi o skarbie i nawet wręczył mu plan, na którym strzałka wskazywała miejsce ukrytego bogactwa?
    Nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Jedno tylko było pewne: w Ałbazinie nie było już żadnego skarbu w postaci złotego piasku i kruszcu. I w gruncie rzeczy odetchnąłem z ulgą. Nie przyjechałem bowiem tutaj, aby odnaleźć skarb, ale rozwiązać zagadkę historyczną i w ten sposób spełnić swoje marzenia.
str. 247
str. 160
str. 173 (zmieniono)
    Na rozkaz Lenina ustępujące oddziały Czerwonej Armii dokonały, jak ironicznie mówiono „kapitalnego remontu” amurskiej linii kolejowej - zerwały mosty, zniszczyły tory.
    Na rozkaz Lenina ustępujące oddziały Armii Czerwonej dokonały, jak ironicznie mówiono „kapitalnego remontu” amurskiej linii kolejowej - zerwały mosty, zniszczyły tory.
str. 252
str. 163
str. 176 (zmieniono)
    Oczekiwałem, że nagle zdjęty zostanie ze mnie ów dziwaczny czar, który ogarnął mnie na wiosnę, gdy malutką karteczkę podniosłem z podłogi.
    Oczekiwałem, że nagle zdjęty zostanie ze mnie ów dziwaczny czar, który ogarnął mnie wtedy, kiedy podniosłem z podłogi malutką karteczkę.
str. 253
str. 163 (zmieniono)
str. 176
    - To są ślady dawnych obwarowań - objaśnia mnie przewodniczący ałbazińskiego kołchozu "Czekista".
    - To są ślady dawnych obwarowań - objaśnia mnie przewodniczący ałbazińskiego kołchozu.
str. 255
str. 164 (zmieniono)
str. 178
    Po pierwszych kilku latach (...) Jaksa panująca nad szeroko rozciągającym się porzeczem posiadała wszelkie warunki znośnej i bezpiecznej egzystencji - pisze Dubiecki. - (...) Praca osadników rychło przedzierzgnęła ugorem leżące ongi daurskie łany na pola, gdzie falowały kłosy zboża na znacznych przestrzeniach, ogrody zaś u sioła i na futorach dawały warzywa różnorodne...
    ...Osadczy Jaksy, dziś wspomnianej pod imieniem "Albazin", nieograniczoną dzierżył władzę nad lewym porzeczem Amuru (...)
    Dubiecki pisze:
    Po pierwszych kilku latach [...] Jaksa panująca nad szeroko rozciągającym się porzeczem posiadała wszelkie warunki znośnej i bezpiecznej egzystencji. [...] Praca osadników rychło przedzierzgnęła ugorem leżące ongi daurskie łany na pola, gdzie falowały kłosy zboża na znacznych przestrzeniach, ogrody zaś u sioła i na futorach dawały warzywa różnorodne...
    ...Osadczy Jaksy, dziś wspomnianej pod imieniem "Ałbazin", nieograniczoną dzierżył władzę nad lewym porzeczem Amuru [...].
str. 256
str. 165
str. 179 (dodano)
    Tego faktu nie ukrywają zresztą rosyjscy badacze stosunków syberyjskich.
    Między zdaniami.
    Maksimów pisze:
    Ponownie zaglądam do noszonych w kieszeni planów warowni ałbazińskiej i do planu, jaki stary Duda pozostawił Szulcowi. Niby wyglądają podobnie - na każdym widać prostokąt przedstawiający ściany warowni, a tuż obok dwie poprzeczne kreski, mające oznaczać rzekę Amur. Ale na planie Dudy zaznaczono malutki prostokącik w rzucie pionowym, coś na kształt małej cerkiewki lub kapliczki zwieńczonej krzyżem. A przecież, jak to wynika ze starych dokumentów, w Ałbazinie nie było cerkwi ani kaplicy. Mnich Hermogenes, który uciekł tutaj wraz z Czernikowskim, zbudował z jego pomocą wieś Słobodę Pokrowską, a tuż obok niej, na Brusianym Kamieniu, klasztor pod wezwaniem Zbawiciela.
str. 260
str. 167
str. 181 (zmieniono)
    Było ich trzech: Bełzak, który w Żełtugińskiej Republice miał stanowisko wiceprezydenta, Szulc i Boulain - dobrana trójka awanturników.
    Było ich trzech: Bełzak, który w Żełtugińskiej Republice miał stanowisko prezydenta, Szulc i Boulain - dobrana trójka awanturników.
str. 261
str. 168 (zmieniono)
str. 182
    W drodze do Dżalindy, może właśnie nad rzeczką, gdzie skąpałem się w wodzie - odebrali mu bogactwo inni uzbrojeni ludzie?
    W drodze do Dżalindy, może właśnie nad rzeczką, gdzie skąpałem się w wodzie - odebrali mu bogactwo inni uzbrojeni ludzie.
str. 262
str. 168
str. 183 (zmieniono)
    Aż do zmroku staruszkowie sprzeczają się ze sobą, gdzie w Ałbazinie stała cerkiew, która jeszcze przed rewolucją uległa pożarowi.
    Aż do zmroku staruszkowie sprzeczali się, czy w Ałbazinie stała kiedykolwiek cerkiew.
str. 262
str. 169
str. 183 (zmieniono)
    Kolację jemy u przewodniczącej Sielsowietu, towarzyszki Małachowej.
    Kolację jemy u przewodniczącej Sielsowietu, Aleksandry Małachowej.
str. 265
str. 170
str. 185 (zmieniono)
    Na mocy tak zwanego traktatu nerczyńskiego, zawartego dopiero w 1689 roku, Ałbazin został spalony, a teren, na którym się znajdował, wraz z całym lewym brzegiem Amuru, oddano władzy Chin. Chińczycy jednak niewiele troszczyli się o ten kraj, nawet nie ustanowili tutaj stałej administracji.
    Na mocy tak zwanego traktatu nerczyńskiego, zawartego dopiero w 1689 roku, Chińczycy zajęli Ałbazin. Jednak niewiele troszczyli się o ten kraj, nawet nie ustanowili tutaj stałej administracji.
str. 265
str. 171
str. 185 (zmieniono)
    Pod pretekstem opieki nad nimi rząd rosyjski wysłał do Pekinu misję prawosławną, która przez dłuższy czas była doskonałym informatorem o wewnętrznej sytuacji w Państwie Niebieskim.
    Pod pretekstem opieki nad nimi rząd rysyjski wysłał do Pekinu misję prawosławną, która przez dłuższy czas była doskonałym informatorem o wewnętrznej sytuacji w Państwie Niebieskim.
str. 266
str. 171
str. 185 (zmieniono)
    - Towarzysze, zaopiekujcie się w drodze naszym młodym przyjacielem z Polski.
    - Zaopiekujcie się w drodze naszym młodym przyjacielem z Polski.
str. 268
str. 173
str. 187 (zmieniono)
    To przecież hazard, towarzysze!
    To przecież hazard!
str. 268
str. 173
str. 187 (zmieniono)
    W stanie surowym.
    Na surowo.
str. 269
str. 173
str. 187 (zmieniono)
    Sprowadzamy sobie do przedziału kilka butelek piwa.
    Zamawiamy do przedziału kilka butelek piwa.
str. 271
str. 175
str. 189 (zmieniono)
    Do przedziału wparadowuje się dwóch grubych pasażerów.
    Do przedziału wpycha się dwóch grubych pasażerów.
str. 277
str. 178-179
str. 193 (zmieniono)
    Gdyby Francuz Denon urodził się Polakiem, zapewne istniałaby w Polsce ogromna literatura dotycząca jego udziału w kampanii napoleońskiej w Egipcie - i tylko gdzieś na szarym końcu historyk wspomniałby półgębkiem, że ów Denon, będąc w Egipcie, rysunkami swymi stworzył podstawę dla egiptologii.
    Gdyby Francuz Denon urodził się Polakiem, zapewne istniałaby w Polsce ogromna literatura dotycząca jego udziału w kampanii napoleońskiej w Egipcie - i tylko gdzieś na szarym końcu historyk wspomniałby półgębkiem, że ów Denon, będąc w Egipcie, rysunkami swymi stworzył podstawę egiptologii.
str. 278
str. 179
str. 193-194 (zmieniono)
    Beniowski jest w Polsce sławny, bo sławny był we Francji, gdy ukazały się drukiem jego pamiętniki.
    Beniowski jest w Polsce sławny, a sławny był też we Francji, gdy ukazały się drukiem jego pamiętniki.
str. 279
str. 180
str. 194 (zmieniono)
    Wysocki został ranny i schwytany, w Irkucku przykuto go do taczek.
    Ranny Wysocki został schwytany, a w Irkucku przykuto go do taczek.
str. 283
str. 182
str. 197 (zmieniono)
    A ja studiuję szczegółowy atlas Związku Radzieckiego.
    A ja studiuję atlas geograficzny.
str. 285
str. 184
str. 199 (zmieniono)
    Gdyby pan był Dudą, co zrobiłby pan z planem w chwili, gdy odnalazłby pan skarb?
    Gdybyście byli Dudą, co zrobilibyście z planem w chwili, gdy odnaleźlibyście skarb?
str. 285
str. 184
str. 199 (zmieniono)
    - Ale Duda nie był panem redaktorem uwielbiającym pamiątki historyczne. Duda był prawdopodobnie człowiekiem rzeczowym i logicznym.
    - Ale Duda nie był redaktorem uwielbiającym pamiątki historyczne. Duda był człowiekiem rzeczowym i logicznym.
str. 285
str. 184 (zmieniono)
str. 199
    Czy tak bowiem wyglądać może kartka z planem zrobionym przed pięćdziesięciu laty?
    Czy tak wyglądać może kartka z planem zrobionym przed pięćdziesięciu laty?
str. 286
str. 185
str. 199 (zmieniono)
    Wszak z opowiadań Dudy wynika, że Szulc umiał po polsku zaledwie kilka słów, zresztą Bełzak i Szulc podczas swego spotkania w pałacu rozmawiali po rosyjsku, w rosyjskim języku porozumiewali się chyba w Żełtugińskiej Republice, po rosyjsku pisał Boulain do Bełzaka. Nie, mój młody człowieku.
    Wszak po rosyjsku porozumiewali się chyba w Żełtugińskiej Republice, po rosyjsku pisał Boulain do Bełzaka. Nie, młody człowieku.
str. 288
str. 186
str. 199 (zmieniono)
    „...z wieczkiem i mydłem toaletowym. Dwa krawaty, pięć koszul męskich...” i tak dalej, i tak dalej aż do rana, do stacji:
    „...z wieczkiem i mydłem toaletowym. Dwa krawaty, pięć koszul męskich...”
str. 290-291
str. 188
str. 203 (zmieniono)
    Ale Duda całym sercem jest po stronie skrzywdzonego człowieka, solidaryzuje się z nim, sam bowiem również doznał od Bełzaka wielu krzywd. Bełzak każe Dudzie zabić Szulca i postanawia czekać na zabójcę w leśniczówce, w nagrodę za morderstwo ofiarowując pieniądze i plan ałbazińskiego skarbu. Duda poszedł pod karczmę z zamiarem zastrzelenia Szulca, usłyszał jednak jego tragiczną historię i żal mu się zrobiło nieszczęśliwego człowieka. Jeśli jednak nie zabije go, Bełzak nie da mu ani pieniędzy, ani planu ałbazińskiego skarbu!
    Ale Duda całym sercem jest po stronie skrzywdzonego człowieka, solidaryzuje się z nim, sam doznał bowiem również wielu krzywd od Bełzaka. Bełzak każe Dudzie zabić Szulca, a potem postanawia czekać na Szulca w leśniczówce.
str. 291
str. 188
str. 203 (zmieniono)
    Ale Bełzak usłyszawszy od Dudy, że ten nie chciał zabić Szulca, rozgniewał się, może znów uderzył lokajczyka za to, że nie sprowadził Szulca, i wówczas...
    Ale Bełzak usłyszawszy od Dudy, że ten nie zabił Szulca, rozgniewał się, może znów uderzył lokajczyka i wówczas...
str. 291
str. 188
str. 203 (zmieniono)
    Duda zabił Bełzaka, zabrał pieniądze i plan - ciągnie dalej Anton Antonowicz - i wrócił do pałacu.
    - Duda zabił Bełzaka, zabrał pieniądze i plan - ciągnie dalej Anton Antonowicz - i wrócił do pałacu.
str. 292
str. 189 (zmieniono)
str. 204
    Duda dopiero później zdał sobie sprawę, że uchyliwszy się od zamordowania Szulca, a zabiwszy Bełzaka, nie tylko nie uchronił nieszczęsnego Szulca od śmierci, ale przeciwnie, nie zabijając go - skazał go na śmierć.
    Duda dopiero później zdał sobie sprawę, że uchyliwszy się od zamordowania Szulca, a zabiwszy Bełzaka, nie tylko nie uchronił nieszczęsnego Szulca od śmierci, ale przeciwnie, nie zabijając go - skazał go na śmierć.
str. 292
str. 189
str. 204 (zmieniono)
    Dlatego Duda zapragnął, aby Szulc żył.
    - Dlatego Duda zapragnął, aby Szulc żył.
str. 296
str. 191
str. 206 (usunięto)
    Wypijam siedząc samotnie w pustym korytarzu wagonu.
    Przewodniczka uśmiecha się wyrozumiale, dmucha w samowar i nalewa mi herbaty.
    Między zdaniami.
    Swierdłowsk
str. 296
str. 192
str. 206 (zmieniono)
    „Pokażę panu grobowiec pana Bełzaka” - powiedział.
    „Zobaczy pan grobowiec Bełzaka” - powiedział.
str. 296-299
str. 192-193
str. 207-208 (zmieniono)
    - Czyż możliwe, aby stary Duda ukrył złoto w grobowcu Bełzaka? - pytam głośno i z niedowierzaniem. - I skąd on miał złoto? Przecież worek ze złotym piaskiem odebrano mu w drodze z Ałbazina do Dżalindy?
    Anton gładzi swoją łysinę.
    - W grobowcu Bełzaka? Dlaczego w grobowcu Bełzaka? - poczyna głośno rozmyślać. - Czyżby to złoto było własnością Bełzaka i Duda jakby w ten symboliczny sposób zwrócił Bełzakowi jego własność?
    - Złoto Bełzaka odebrali Dudzie partyzanci. Może nie wszystko?
    Anton wzrusza ramionami.
    - Z pewnością dobrze go zrewidowali. Nie, nie, to musi być coś innego. Lecz co?... W naszych rozważaniach pominęliśmy fakt, który tylekroć wchodził nam wprost przed oczy...
    - Co takiego, Anton Antonowicz?
    - Pieniądze. Pieniądze, które przyniósł Bełzak do leśniczówki, żeby wynagrodzić Dudzie zabójstwo Szulca. Pieniądze te przepadły. Nie miał ich Szulc, posiadł je Duda, zabiwszy Bełzaka. Duda miał za te pieniądze pojechać do Ałbazina, wykopać złoto, a potem jechać do Francji. Tak, to musiała być duża suma.
    Podpowiadam Antonowi:
    - Dudę wzięto do wojska. Może obawiał się trzymać przy sobie tak podejrzanie wielką ilość pieniędzy. Postarał się więc o dobry schowek...
    - Tak. Zapewne Duda, zanim poszedł do wojska, nadzorował budowę grobowca Bełzaka. Postarał się, aby grobowiec (może jego ściany) zawierały dogodny schowek. Rozumiał, że tak od razu nie wolno mu ujawniać swego bogactwa. Ukrył pieniądze, poszedł do wojska. Dążąc do Ałbazina stokrotnie zaglądał śmierci w oczy, a gdy osiągnął skarb Bełzaka, odebrano mu go. I Duda doszedł do wniosku, że nad złotem Bełzaka ciąży przekleństwo...
    - Niejednokrotnie powtarzał Szulcowi, że złoto przynosi nieszczęście.
    - A właśnie. I wrócił Duda do Kamionek na miejsce zbrodni. Sięgnął do skrytki w grobowcu Bełzaka i zakupił leśniczówkę oraz kawałek pola. Potem jeszcze raz zajrzał do schowka, gdy młody Szulc się żenił. To były owe rzekome oszczędności starego Dudy. Przeżycia wojenne i świadomość popełnionej zbrodni prawdopodobnie uczyniły Dudę dziwakiem. Sądził, że pieniędzy ukrytych w grobowcu i splamionych krwią lepiej nie ruszać. Sięgnąć po nie miał Szulc, ale tylko w tym przypadku, gdyby znalazł się w nędzy. Po powrocie do Polski jedzie do Kamionek i spenetruje grobowiec. Jestem pewien, że znajdziecie tam sporą ilość złotych rubli...
    - Tak. Macie chyba rację - kiwa głową Anton i dodaje: Po zabiciu Bełzaka, jak wiadomo, Duda powrócił do pałacu. On, jako lokaj Bełzaka, zapewne dobrze znał skrytkę lub sejf, w którym Bełzak trzymał swoje pieniądze, a może nawet resztki złotego kruszcu zabranego z Żełtugińskiej Republiki. Ten skarb zabrał Duda, aby w przyszłości mieć na utrzymanie rodziny, a nawet kupić sobie jakieś gospodarstwo. Tylko, że po śmierci Bełzaka aresztowano Szulca. Duda wiedział, że Szulc jest niewinny, dlatego dopomógł mu w ucieczce z aresztu. Potem, jak wiemy, kupił starą leśniczówkę i spory kawał lasu, który wykarczował i zamienił w pole uprawne. Wspomnieliście, że Duda postanowił zbudować grobowiec Bełzakowi, a potem kazał w nim położyć swoją trumnę obok trumny Bełzaka. Wspomnieliście też, że Duda osobiście nadzorował budowę grobowca. Już to wydaje się ciekawe. Lokajczyk, nienawidzący swego pana, buduje mu grobowiec i każe się w nim także pochować. Skąd Duda miał pieniądze na budowę grobowca? Dlaczego kazał się pochować obok Bełzaka? Bo morderca chciał leżeć obok zamordowanego. Tak czasem bywa, ludzka psychika to sprawa zawiła. Nie wiemy, ile pieniędzy zabrał Duda z pałacu Bełzaka. Prawdopodobnie było tego dużo, ale Duda bał się, że ludzie mogą zwrócić uwagę na jego nagłe wzbogacenie się. Dlatego wydał tylko część pieniędzy Bełzaka na zakup leśniczówki i kawałka lasu, a potem na budowę grobowca. Resztę gdzieś ukrył. A gdzie? Najpewniej w grobowcu, który sam murował. Przed śmiercią powierzył młodemu Szulcowi plan z miejscem, gdzie ukrył resztę zrabowanych pieniędzy i zapowiedział, że jeśli młody człowiek znajdzie się w kłopotach, niech kieruje się planem, który mu pozostawia. Ale to nie był plan Ałbazina, tylko cmentarza z grobowcem Bełzaka i Dudy. Po powrocie do Polski, do owych Kamionek, zainteresujcie się tym grobowcem i być może wtedy odnajdziecie złoto. Myślę, że to będą złote ruble, bo wtedy niektórzy umieszczali w nich swój kapitał.
str. 299
str. 193
str. 208 (zmieniono)
    - No, bo napisano na planie: „złoto”. A poza tym wiemy, że już po rewolucji Duda zakupił leśniczówkę i las.
    - No, bo napisano w planie: „złoto”. Poza tym wiemy, że już po rewolucji Duda zakupił leśniczówkę i las.
str. 301
str. 195
str. 210 (zmieniono)
    Nie śpieszyłem się z powrotem do kraju, miałem jeszcze trochę pieniędzy, a władze radzieckie zezwoliły mi na pobyt w ZSRR do końca listopada.
    Nie śpieszyłem się z powrotem do kraju, miałem jeszcze trochę pieniędzy, a władze zezwoliły mi na pobyt w Moskwie do końca listopada.
str. 301
str. 195 (zmieniono)
str. 210 (zmieniono)
    Pewnego dnia Sergiej przyprowadził do mnie swego przyjaciela, dziennikarza Prawdy.
    Pewnego dnia Sergiej przyprowadził do mnie swego przyjaciela, dziennikarza "Prawdy".
    Pewnego dnia Sergiej przyprowadził do mnie swego przyjaciela, dziennikarza.
str. 304
str. 197
str. 212 (zmieniono)
    Przez dwa miesiące nie sprzątany pokój powitał mnie zapachem kurzu i ową nienazwaną wonią poczekalni kolejowych.
    Przez dwa miesiące nie sprzątany pokój powitał mnie zapachem kurzu i ową charakterystyczną wonią poczekalni kolejowych.
str. 305-306
str. 198
str. 213-215 (zmieniono)
    Leśnik otworzył drzwi grobowca pana Bełzaka i wewnątrz, w lewej ściance, natrafił na ruchomą cegłę. Za cegłą leżał owinięty w szmatkę rulonik złotych pięciorublówek. Szulc chciał się ze mną podzielić uzyskanym skarbem, ale odmówiłem. Uważałem, że jest jego wyłączną własnością. Ograniczyłem się tylko do opublikowania artykułu, wyjaśniającego zagadkę mordu dokonanego w Kamionkach przed pięćdziesięciu laty. Sądzę, że artykuł był interesujący i zręcznie napisany, ale przeszedł bez większego wrażenia. Kogo obchodzą morderstwa sprzed pięćdziesięciu lat? W Klubie Dziennikarza chwalono mojego kolegę, który dopomógł w wyjaśnieniu tajemniczego zabójstwa trzech kobiet, dokonanego przed tygodniem.
    Pan Antoni Szulc uważnie wysłuchał mojej opowieści o podróży i przygodach, jakich doznałem w drodze do Ałbazina. Pokazałem mu również wycinek z gazety, w którym Duda został sfotografowany z workiem złota w ręce.
    - Nie ma już w Ałbazinie nawet okruszyny złotego skarbu - stwierdziłem na koniec. - Pan mi dał dwa plany: jeden, to zarys starej ałbazińskiej warowni. A drugi, wykonany prawdopodobnie ręką Dudy, dotyczy nie Ałbazina, ale miejsca, które znajduje się tutaj, w Kamionkach. To tutaj należy szukać resztek skarbu, jaki Duda przekazał panu. Szkoda, że zmarł, zanim wyjaśnił, gdzie ukrył skarb, który przed wielu laty, zabiwszy Bełzaka, odnalazł w jego dworze.
    - Szkoda, że przed śmiercią nie zdradził mi swej tajemnicy - zmartwił się Szulc. - Żona mi choruje, dziecko chciałbym wykształcić. Przydałaby się odrobina jego skarbu.
    Wzruszyłem ramionami.
    - Domyślam się, gdzie Duda ukrył złoto zabrane z dworu Bełzaka po dokonanym zabójstwie.
    - Gdzie?
    - W grobowcu na cmentarzu. Przecież sam murował ten grobowiec, a chyba nie pałał aż taką miłością do Bełzaka, aby mu fundować grobowiec.
    Poszliśmy na stary cmentarz w Kamionkach. Jego wygląd był niemal identyczny z prymitywnym rysunkiem, jaki młodemu Szulcowi pozostawił Duda.
    - Niech pan zwróci uwagę - powiedziałem do Szulca - że krzyż na planie i na grobowcu jest katolicki, a nie prawosławny. To jest najlepszy dowód, że nie chodzi o Ałbazin, gdzie zresztą nie ma ani cerkwi, ani kapliczki, ani też grobowca.
    Drzwi do grobowca Bełzaka i Dudy były zamknięte na tak przerdzewiałą kłódkę, że otworzyliśmy ją jednym szarpnięciem.
    W grobowcu na niewielkim podwyższeniu stały dwie trumny. Jedna trumna była starsza, a druga młodsza. Tak więc ta starsza należała do Bełzaka, a ta druga kryła zwłoki Dudy.
    - Jak pan myśli, czy w trumnie Bełzaka kryje się skarb ukryty tu przez Dudę? - zapytał mnie Szulc.
    - Nie, tak nie sądzę. Wspomniał pan, że Duda osobiście nadzorował budowę grobowca, a niekiedy sam się tym zajmował. Dlaczego? Bo w tym czasie, gdy nie było tu żadnych robotników, zapewne murował coś w rodzaju skrytki ze skarbem, który potem zamierzał panu przekazać. Lecz niestety, nie zdążył tego uczynić.
    Rozejrzałem się uważnie po starym grobowcu. Czas uczynił swoje, tu i ówdzie odpadł tynk, ukazując cegły, z jakich był zrobiony. Tylko w jednym miejscu cegłę zastąpiono dość dużym kamieniem.
    - Niech pan przyniesie jakiś twardy przedmiot i spróbuje wyważyć ten kamień - doradziłem Szulcowi.
    Przyniósł z domu żelazny łom. Kamień nie siedział mocno między cegłami, więc bez trudu wyrwał go ze ściany. A wtedy w mdłym świetle naszych latarek elektrycznych zobaczyliśmy w głębi za wyrwanym kamieniem przerdzewiałe pudełko blaszane, a w nim kilkanaście złotych monet, przeważnie złotych rubli.
    - To jest skarb, który Duda zabrał Bełzakowi w noc, gdy go zabił - oświadczyłem.
    Szulc pomyślał chwilę i wreszcie rzekł z ciężkim westchnieniem:
    - Należy go chyba zwrócić państwu.
    - To nie jest bezimienny skarb - powiedziałem. - Należy pamiętać, że jest to skarb, który Bełzak ukradł pańskiemu ojcu, mało tego, umierającego pozostawił na skałach nad Amurem. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że te złote monety należą do pana. Bełzak ukradł złoty piasek, należący do pańskiego ojca, a potem zamienił go na złote ruble.
    - Ma pan chyba rację - przytaknął po chwili wahania. - Mój ojciec dużo przecierpiał przez ten skarb. Moja żona jest teraz chora i wymaga leczenia. Chciałbym też wykształcić swego syna, a także poprawić swój los.
    - Tak. To jest pańska własność - oświadczyłem. - Myślę, że zrobi pan z niej dobry użytek.
    To powiedziawszy opuściłem Szulca i wyszedłem z grobowca. Całą sprawę uznałem za zakończoną. Ja odnalazłem swój wymarzony i zagadkowy Ałbazin, a Szulc złoto, które kiedyś należało do jego ojca.

2008 © http://www.nienacki.art.pl

Masz uwagi? Napisz
Hosting: www.castlesofpoland.com
Autor: Piotr Szymczak.
2008.03.15